Jak przeżyć święta w nieświętej rodzinie?

Nadchodzi Wielkanoc – już na kilka tygodni przed świętami uszy psychologów nabrzmiewają od wyznań pełnych złości, żalu i niepokoju. Frustrujemy się, że musimy odwiedzić nasze nieświęte rodziny, tak boleśnie grzeszne i niedoskonałe. Te, które dla wielu z nas stanowią źródło krzywd, z którymi kontakt rozjątrza już zagojone rany, które wzbudzają w nas trudne emocje i jakby cofają nas w czasie, czyniąc z nas rozżalone i niedojrzałe dzieci.

 

Nie chcę tam jechać. Najchętniej w tym roku olałabym ich wszystkich.

Nie wiem, jak przeżyję te Święta. To moja rodzina, ale są dla mnie jak obcy.

Wiadomo, trzeba jechać… Gdybym jednak miał wybór, wolałbym nawet być sam ze sobą.

Z nimi nigdy nie mogę dobrze przeżyć tych Świąt – ciągle tylko kłótnie, sprzątanie, nerwówka.

 

Chcielibyśmy, by było inaczej – by relacje z rodziną stały się w końcu partnerskim układem dorosłych ludzi, by Święta faktycznie były święte, byśmy po tych kilku dniach nie wracali do swoich domów zupełnie rozsypani. Chcielibyśmy. A Jezus? On spożywa wieczerzę wśród zdrajców. Niepokój, rozżalenie, smutek – to są prawdopodobnie Jego emocje. Nie ma tam spokoju, nie ma beztroskiej radości. Napięcie jest wszechobecne, wszyscy pewnie siedzą jak na szpilkach.  Czy apostołowie nie kłócili się o to, kto zdradzi Jezusa? Czy nie pobiegli za Judaszem, który wybiegł w noc? Czy nie byli pogrążeni w chaosie płynącym z niezrozumienia sytuacji? W końcu czy Judasz nie pogrążył się w najgłębszej z głębokich depresji, Piotr nie był pochłonięty poczuciem winy, a Jan nie doświadczał przeraźliwego lęku przed utratą Tego, którego miłość była dla niego źródłem życia?

Swoje ostatnie dni Jezus spędzał w bardzo nieświętej rodzinie. Nie doświadczał zrozumienia i wsparcia, był głęboko osamotniony, wokół Niego toczyła się beznadziejna szarpanina ludzi pogrążonych w swoich słabościach. Wydaje się, że nie miał z kim porozmawiać, przed kim wylać swojego żalu i lęku. A jednak to właśnie w takim położeniu i w takich okolicznościach zdecydował się największe w historii czyny miłości wobec człowieka. To właśnie będąc najbardziej odrzuconym – najbardziej ukochał. To właśnie wtedy umiłował nas do końca.

Tam, gdzie już nie sięga nasza akceptacja, przebaczenie, poświęcenie – On idzie dalej.

Tam, gdzie my się złościmy – On rozumie bardziej.

Tam, gdzie wolelibyśmy odpuścić – On podejmuje jeszcze większy wysiłek.

Tam, gdzie wiedzeni swoim rozżaleniem chcielibyśmy wycofać się do własnego, opancerzonego świata – On wystawia się na razy.

Tam, gdzie chcemy zachować dla siebie jak najwięcej – On traci wszystko na krzyżu.

Jezus – bardzo podobny do nas, a tak kompletnie inny. To właśnie w trakcie najtrudniejszych dla siebie momentów pokazuje nam, na czym polega prawdziwa miłość. To właśnie w obliczu śmierci dostajemy od Niego najistotniejsze wskazówki, jak należy zachowywać się wobec naszych bliskich.

NIE STAWIAJ WARUNKÓW

Jezus zasiada ze swoimi przyszłymi zdrajcami do stołu. My często nie mamy na to ochoty – unikamy kontaktu i rozmowy, chowamy się po kątach, nie mówiąc o walecznym nastroju, który nas przepełnia. Choć Jezus wie, co się wydarzy, i zna serca ludzi, którzy Go otaczają, chce z nimi spędzić czas, zjeść kolację, porozmawiać i pośmiać się. To są Jego bracia – nic, co zrobili lub zrobią, nie przekreśla Jego miłości do nich. My niestety jesteśmy bardziej skłonni do machania szabelką naszych oczekiwań i rozżaleń, zamiast do pokornego przyjmowania naszych rodzin takimi, jakie są. Trudno nam je kochać dopóki nie spełnią naszych wstępnych warunków. A Jezus pokazuje nam, że prawdziwa miłość nie stawia warunków – ona rzeczywiście jest pierwsza i wyprzedza wszystko.

ROZDAJ SIEBIE

Być może nasze problemy z relacjami wynikają stąd, że zamiast dawać wolelibyśmy brać. Nasze nastawienie, że w końcu ktoś z naszej rodziny zachowa się inaczej, dzięki czemu my poczujemy się lepiej, naprawdę rujnuje całą szansę na miłość. W rzeczywistości miłość zachowuje się inaczej – Jezus podczas wieczerzy dosłownie rozdaje siebie. To jest moje ciało, jedzcie wszyscy. Rozdawać się zdrajcom, głupcom, niewdzięcznikom? Poświęcać całego siebie na rzecz ludzi, którzy i tak nie zrozumieją? No właśnie, a gdybyśmy zrobili tak w stosunku do tych, którzy tak bardzo nas złoszczą lub tak bardzo ranią?

NIE OCZEKUJ WDZIĘCZNOŚCI I WZAJEMNOŚCI

Czasami robimy. Przyjmujemy święty uśmiech na twarzy, zaciskamy zęby i obiecujemy sobie, że będziemy dla siebie dobrzy. A jednak nie czujemy żadnej różnicy, żadnej satysfakcji, właściwie nie zmienia się nic. Czemu? Bo oczekujemy wzajemności lub wdzięczności. Pomogliśmy mamie w gotowaniu, a ona tylko krzyczała, że ciągle robimy coś nie tak. Wyszliśmy na spacer z dziećmi siostry, a dostaliśmy burę za to, że dzieciaki nie miały czapek na głowach. Zachęcaliśmy do wspólnej modlitwy przy wielkanocnym stole, a wszyscy tylko niecierpliwie się kręcili i czekali, aż skończymy. To boli, gdy nasz gest dobroci zostanie odrzucony. Jednak czy Jezus nie był największym przykładem znoszenia takiego bólu?

UNIŻ SIĘ PRZED TYMI, KTÓRZY CIĘ ZDRADZAJĄ

Jezus dawał za darmo. Jego łaska była dla każdego bez żadnych warunków. Dał siebie nawet Judaszowi, który za chwilę miał Go wydać. To nie jest logiczne – to głupie. Tak naiwnie wystawiać się na pogardzenie? Tak, Jezus to potrafił. My zazwyczaj nie potrafimy przełknąć własnej dumy – nie wychodzimy jako pierwsi z przeprosinami, bo wiemy, że to druga strona zawiniła. Potrafimy wypominać sobie winy w nieskończoność. Czasem przebaczymy, ale gdy nadarzy się okazja i poniosą nas emocje (a w Święta jest takich sporo), jesteśmy pierwsi, by rzucić kamień. Nie mieści nam się w głowie, że moglibyśmy wyciągać do siebie rękę do zgody bez ustalenia kryteriów tejże zgody. Nasza logika jest zimna i wyrachowana, logika Jezusa – pokorna i cicha. Uznajemy Jego logikę za naiwną, ale czy to nie ona właśnie zwyciężyła śmierć?

Maria Krzemień – psycholog chrześcijański i trener. W praktyce i codzienności jest po prostu wierzącym psychologiem, bo jakiś czas temu postanowiła połączyć nie tylko swoje życie, ale też pracę na dobre z Panem Bogiem. Prowadzi warsztaty psychologiczne w oparciu o Słowo Boże. Jej teksty można przeczytać na blogu Żyj po Bożemu.


Wielka Sobota przynosząc do pobłogosławienia pokarmy na stół wielkanocny, pamiętajmy, aby choć na chwilę zatrzymać się i w duchu podziękować Panu Jezusowi złożonemu do grobu za dzieło odkupienia.

Błogosławieństwo pokarmów na stół wielkanocny.

Załom Kościół g. 9 oo, 10 oo, 10 3o, 11 oo, 13 oo, 14 oo i 17 oo

Pucice Krzyż g. 11 3o,

Czarna Łąka g. 12 oo, 12 30

Spowiedź Św.

Wielki Wtorek 17 oo do 18 oo

Wielka Środa 17 oo do 18 oo

Wielki Czwartek od 18 30 do 19 oo i po zakończeniu Liturgii do g. 22 oo

Wielki Piątek od 18 30 do 19 oo i po zakończeniu Liturgii do g. 23 oo

Wielka Sobota w czasie błogosławieństw pokarmów na stół wielkanocny.


Rekolekcje 18-21 marca 2018 r.

Ks. dr Jarosław Szymczak

 

Sobota g. 18 oo Msza Św. i nauka ogólna

Niedziela 8 3o 10 oo (Czarna Łąka), 12 oo i 18 oo. Msza Św. i nauka ogólna

Spotkanie dla małżonków g. 16 oo             

Gorzkie Żale z kazaniem Pasyjnym g. 17 15

 

Poniedziałek, Wtorek i Środa 9 oo i 19 oo Msza Św. i nauka ogólna – Załom

17 3o Czarna Łąka

 

Sakrament pokuty; wtorek 8  oo – 10 oo i 18 oo – 20 oo Załom

17 oo – 18 oo Czarna Łąka

 

Dzieci i młodzież z naszej szkoły wg. planu szkolnego mają swoje rekolekcje


Uwaga!!!!!!!!!!!!!!!!!!Już nadchodzą Rekolekcje

Rekolekcje 18.- 21 marca 2018 r.

Ks. dr Jarosław Szymczak

 

Sobota g. 18 oo Msza Św. i nauka ogólna

Niedziela 8 3o 10 oo (Czarna Łąka), 12 oo i 18 oo. Msza Św. i nauka ogólna

Gorzkie Żale z kazaniem Pasyjnym g. 17 15

 

Poniedziałek, Wtorek i Środa 9 oo i 19 oo Msza Św. i nauka ogólna – Załom

17 3o Czarna Łąka

 

Sakrament pokuty; wtorek 8  oo – 10 oo i 18 oo – 20 oo Załom

17 oo – 18 oo Czarna Łąka

 

Dzieci i młodzież z naszej szkoły wg. planu szkolnego mają swoje rekolekcje


Czy w czystości chodzi tylko o seks?

Jednym z celów czystości jest jak najmocniej kochać jak najwięcej ludzi. Może się to wydać dziwne tym, którzy przyzwyczajeni są do definiowania czystości w sposób negatywny – to znaczy jako nieuprawianie seksu.

Ale taka właśnie jest długa tradycja Kościoła. Czystość jest innym sposobem kochania, a jako taka może wiele nauczyć każdego, a nie tylko osoby zakonne. Czystość ma również moc wyzwalającą, dzięki której jesteśmy bardziej gotowi służyć ludziom. Nie jesteśmy przywiązani do jednej osoby lub rodziny, więc łatwiej jest nam przechodzić do kolejnego zadania. Jak podają jezuickie Konstytucje, czystość jest „na wskroś apostolska”. Ma nam pomóc stać się lepszymi „apostołami”. Jak wszystkie śluby, czystość pomaga jezuitom stać się bardziej, jak to mawiał Ignacy, „dyspozycyjnymi”. Dlatego też czystość oznacza zarówno miłość, jak i wolność. Czystość (pamiętaj, że mam na myśli czystość religijną) nie jest dla każdego. Oczywiście, większość ludzi powołana jest do miłości romantycznej, małżeństwa, bliskości płciowej, posiadania dzieci i życia rodzinnego. Ich miłość skupia się przede wszystkim na współmałżonku i dzieciach. Ten rodzaj miłości skupia się bardziej na konkretnych osobach na zasadzie wyłączności. Nie oznacza to jednak, że pary małżeńskie czy rodzice nie kochają nikogo, kto nie należy do ich rodziny. Chodzi raczej o to, że ich miłość skupia się na Bogu i ich rodzinie. W przypadku osoby zakonnej sytuacja jest odwrotna. Ślubuje się czystość, by ofiarować Bogu swoją miłość, a także sprawić, że będzie się dostępnym w miłości dla jak największej liczby ludzi. Znów: nie oznacza to, że ludzie żyjący w małżeństwie lub stanu wolnego tego nie potrafią. Chodzi raczej o to, że tak jest najlepiej dla nas.
Czystość służy również przypomnieniu, że można rzeczywiście kochać, nie pozostając w związku zakładającym wyłączność ani też nie będąc aktywnym seksualnie. W ten sposób osoba praktykująca czystość może się stać swego rodzaju drogowskazem w naszej przesyconej do granic możliwości seksem kulturze, w której tak łatwo pomylić miłość do drugiej osoby z wylądowaniem z nią w łóżku. Tak oto czystość pozwala nam przesunąć nasze priorytety: celem życia – osoby stanu wolnego, żonatej, zamężnej czy zakonnej – jest kochać. Kto kocha bardziej? Zakochana w sobie po uszy para mająca bogate życie seksualne, w pełni oddana sobie para w średnim wieku, która rzadziej uprawia seks z powodu obciążeń związanych z życiem rodzinnym, czy może okazująca sobie czułość para staruszków, którzy z powodu choroby w ogóle nie uprawiają seksu? Żonaty mężczyzna kochający swoją żonę czy może niezamężna kobieta kochająca swoich przyjaciół? Żyjący w celibacie kapłan czy aktywna płciowo żona? Odpowiedź brzmi: wszyscy oni kochają, lecz na różne sposoby. Nawiasem mówiąc, czystość nie prowadzi do niezdrowych zachowań. Skandal seksualny w Kościele katolickim w mojej opinii nie tyle dotyczył czystości jako takiej, ile raczej niewielkiego odsetka psychicznie chorych mężczyzn, którzy nigdy nie powinni byli zostać przyjęci do seminariów ani zakonów, a także niektórych biskupów, którzy nigdy nie powinni byli ich przenosić z jednej parafii do drugiej. Czystość wymaga również wprawy. Nie sposób zostać doskonałym mężem albo doskonałą żoną już w dniu ślubu. Nie sposób też w pełni pojąć czystość w dniu złożenia ślubów zakonnych. Potrzeba czasu, by w sposób całościowy dorosnąć do złożonych ślubów. I właśnie dlatego istnieją nowicjaty i seminaria – pełnią one funkcję zbliżoną do „narzeczeństwa”. Dzięki nim można się przekonać, czy jest to właściwa droga życia dla danej osoby. „A co z pożądaniem?”, zapytał mnie ostatnio przyjaciel. Atrakcyjna osoba przyciąga wzrok także kogoś, kto żyje w czystości, ktoś taki również pragnie seksu. No cóż, jesteśmy tylko ludźmi. Ilekroć tak się dzieje, należy przypomnieć sobie o kilku rzeczach. Po pierwsze, jest to naturalne. Po drugie, życie, które wybrałeś, na to nie pozwala. Po trzecie, jeśli nieustannie odczuwasz potrzebę zbliżenia cielesnego, może to oznaczać, że czegoś brakuje w twoim życiu uczuciowym. Czego brakuje? Bliskiej relacji z Bogiem podczas modlitwy? Dającej spełnienie przyjaźni? Pracy dającej zadowolenie? W jakimś miejscu swojego życia w czystości nie odpowiadasz na Bożą miłość – ponieważ osoba praktykująca czystość nie tylko składa ślub czystości, lecz również wierzy, że Bóg pomoże jej w nim wytrwać.
Dzięki czystości inne osoby mogą czuć się bezpieczne. Ludzie wiedzą, że zobowiązałeś się kochać je w sposób, który nie pozwala na to, byś je wykorzystał, byś nimi manipulował, by czas, jaki z nimi spędzasz, był jedynie środkiem do celu. W ten sposób ludzie znajdują przestrzeń, w której mogą się rozluźnić, dzięki czemu w sposób bardziej swobodny podchodzą do swojej własnej miłości. Jak już wspomniałem, kilka lat temu w Nowym Jorku pracowałem z grupą aktorów, którzy przygotowywali off-broadwayowską sztukę Jezusie i Judaszu. Z początku służyłem scenarzyście wsparciem przy jego pracy badawczej oraz spotykałem się z aktorem mającym odegrać rolę Judasza. Ostatecznie zostałem zaproszony do pracy z reżyserem i całą obsadą. Godzinami przesiadywaliśmy przy olbrzymim stole w budynku teatru, rozmawiając o Ewangeliach, Jezusie, grzechu, łasce, rozpaczy i nadziei. „Dlaczego Judasz zdradził Jezusa?”, „Dlaczego apostołowie uciekli po ukrzyżowaniu?”, „Czy Jezus darzył Marię Magdalenę miłością?”. Te ożywione i głębokie rozmowy różniły się od tych, które zazwyczaj odbywam z katolikami, mającymi nierzadko poczucie (mnie też to dotyczy), że my, katolicy, znamy wszystkie odpowiedzi. Oto miałem do czynienia z grupą mieszkańców świata zupełnie mi obcego – teatru. Gdy zaczynaliśmy, nie wiedzieli o mnie nic, więc zastanawiałem się, jak zareagują na jezuickiego kapłana. Skoro jednak wiedzieli, że żyję w celibacie, zdawali sobie sprawę z tego, że jestem tam tylko po to, by im pomóc. I prawdopodobnie właśnie dlatego niektórzy czuli się zupełnie swobodnie, dzieląc się ze mną – osobą, której prawie nie znali – różnymi szczegółami z własnego życia, otwierając się w chwilach smutku oraz ciesząc się w chwilach radości. Ich zaufanie było darem, dzięki któremu w pewien sposób się w nich wszystkich zakochałem. Kiedy tylko wchodziłem do garderoby, uśmiechom i uściskom nie było końca. Tak jak w innych podobnych sytuacjach uzmysłowiłem sobie, że byłem tam nie tylko po to, by dawać miłość, lecz również po to, by być nią obdarzanym. Gdy praca nad sztuką dobiegła końca, zdałem sobie sprawę, że nie mogłem kurczowo trzymać się tej ich miłości do mnie. Co prawda miałem nadzieję, że przynajmniej niektórzy z nich pozostaną moimi przyjaciółmi (i tak się rzeczywiście stało), wiedziałem jednak, że nie mogę „posiąść” niczyjej miłości. Miłością trzeba w wolności obdarzać i w wolności ją przyjmować. I to jest kolejna lekcja, jaka płynie z czystości: miłości nie można posiadać na własność. Mój przyjaciel Chris, jezuicki brat pracujący w Nowym Jorku, mówi, że to samo dotyczy nauczycieli. „Tak samo jest wtedy, gdy rok szkolny dobiega końca”, stwierdził pewnego razu. „Musisz w wolności kochać oraz w wolności być kochanym, ale musisz też pamiętać, że miłości nie możesz się kurczowo trzymać”. Jak powiedział Jezus po zmartwychwstaniu: „Nie zatrzymuj mnie” (J 20, 17). Prawdopodobnie jest to najwspanialszy dar, jaki osoba żyjąca w czystości może ofiarować: ukazanie prawdy o tym, że nie tylko istnieje wiele sposobów, by kochać, lecz również o tym, że kochanie osoby w wolności, bez uczepienia się jej, jest darem zarówno dla kochającego, jak i kochanego. Niejednokrotnie jednak skłonni jesteśmy myśleć, że kochanie drugiej osoby – małżonka, chłopaka, dziewczyny lub nawet przyjaciela – oznacza uczepienie się jej, co jest subtelną formą posiadania na własność. Natomiast miłość oznacza zgodę na ubóstwo związane z nieposiadaniem tej drugiej osoby. Dlatego też czystość może być dla świata lekcją o drodze wolności do kochania, jak również o pełnej miłości drodze do wolności.

 

 

Tekst pochodzi z książki Jamesa Martina SJ „Jezuicki przewodnik po prawie wszystkim”