Męska toaleta z wizerunkiem Jezusa, a damska z Dziewicą Maryją. To zdjęcie oburzyło internautów

Stanowcza reakcja Polaków doprowadziła do usunięcia zdjęć z drzwi toalety.Marcin Wikło, polski dziennikarz przebywający w Brukseli, odnalazł w jednej z restauracji zaskakujące oznaczenie toalet. Na drzwiach do męskiej toalety wisiał wizerunek Jezusa, z kolei na drzwiach do drugiej powieszony był wizerunek Maryi Dziewicy sugerujący, że jest to toaleta damska. Swoim „odkryciem” postanowił podzielić się na Twitterze oznaczając zdjęcie hasztagiem #upadek.

Pod postem zawrzało. „Trudno w to uwierzyć”, „kto wpadł na tak głupi i prymitywny pomysł”, „trzeba to natychmiast zdjąć” – pisali w komentarzach użytkownicy Twittera. Szybko rozszyfrowali też, że zdjęcie zostało zrobione w restauracji „Mozart”. Pojawiły się głosy, żeby zasypać lokal wiadomościami z żądaniem usunięcia wizerunków oraz zbojkotować go. Krytycznie zareagowała również Polonia mieszkająca w Brukseli.Kilka godzin później Marcin Wikło umieścił kolejne zdjęcie, na którym wizerunków Maryi i Jezusa już nie ma. Obsługa poinformowała, że zdjęto je na prośbę grupy z Polski.

„Niesmak pozostał” – skomentował jednak Wikło.

 

 


Ks. Marek Dec – z-ca Dyrektora Caritas Polska

Homilia na uroczystą Mszę Św. w ramach akcji Caritas

,,Kromka chleba dla sąsiada”

 

Wymowa rozmnożonego chleba

 

Podczas Dni Kromki Chleba Caritas odwołujemy się do bardzo istotnego elementu rzeczywistości, jakim jest chleb. Przynoszony razem z winem na ołtarz jest darem, który w czasie liturgii staje się Ciałem Chrystusa. Chleb i wino od czasów Starego Testamentu były ofiarowane Bogu i z woli Chrystusa wybrane, aby stały się Jego Ciałem i Krwią w Eucharystii. W naszym kręgu kulturowym chleb stanowi najbardziej podstawowy pokarm.

 

Gdzie szukać chleba?

 

Wędrując po Ziemi Świętej można natknąć się na wymowne ślady ewangelicznych wydarzeń. Tabgha (Tabga) to miejsce, którego arabska nazwa wywodzi się z przekształcenia greckiego określenia Heptapegon, czyli „Siedem Źródeł”. Już w starożytności znano tutejsze ciepłe źródła o temperaturze ponad 30°C i leczniczych właściwościach, głównie ze względu na zawartość siarki. Łączymy tę okolicę z cudem, jakiego dokonał Jezus rozmnażając chleb dla rzeszy ludzi, oraz ze słowami prymatu dla Piotra Apostoła.

Znajdujący się tutaj kościół „Rozmnożenia Chleba” nawiązuje do zapisu Ewangelii, według którego Jezus wziął pięć chlebów i dwie ryby, pobłogosławił je i podając przez ręce Apostołów nakarmił nimi tłum (Mk 6, 32-44). Specyficzna ilustracja cudu znajduje się pod głównym ołtarzem kościoła w Tabgha. Misternie skomponowana mozaika na posadzce przedstawia kosz z czterema chlebami i dwie ryby. Jak wszyscy mogą się zorientować, powstaje pewna niezgodność ilustracji z Ewangelią. Nasuwa się zatem logiczne pytanie o to, co stało się z piątym chlebem.

Zastanawiając się nad przekazem artysty układającego kiedyś mozaikę, możemy dojść do teologicznych interpretacji. Mozaika usytuowana u stóp ołtarza sugeruje, że piątym chlebem jest hostia obecna w Eucharystii.

Chleb eucharystyczny jest z jednej strony darem Boga, a z drugiej owocem pracy rąk ludzkich. Do ołtarza przynoszony jest jako dzieło człowieka. To coś więcej niż tylko wynik połączenia kilku składników – to efekt ludzkiej myśli i współpracy wielu osób, dzieło wspólne,. Dzięki temu chleb staje się symbolem jedności. W starożytnym tekście Didache odnajdujemy słowa modlitwy do Boga: „jak ten łamany chleb rozrzucony po górach, został zebrany w jedno, tak niech kościół Twój aż po najdalsze krańce ziemi zbierze się w jedynym królestwie Twoim” (9,4). Ponadto chleb staje się pokarmem eschatologicznym, o czym przypomina wymowne zdanie z Ewangelii wg św. Jana: „kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki” (J 6,51).

Dla kogo jest rozmnożony chleb?

 

W opowieści Ewangelisty Marka znajdujemy dwa opowiadania o rozmnożeniu chleba. Jedno z nich mówi o nakarmieniu pięciu tysięcy ludzi (Mk 6, 32-44) , co jest znakiem dla Żydów, a drugie opisuje nakarmienie czterech tysięcy ludzi (Mk 8, 1-10) , które należy traktować jako znak dla pogan. Pierwsze wydarzenie miało miejsce na obszarze Izraela, drugie – poza nim. Jak różne były cele obu cudów można odczytać analizując słowa użyte do opisu koszów oraz ilości pozostałych okruchów chleba. Słowo kofinos odnosi się do znanego Żydom kosza do noszenia żywności. Łączy się ono z zebraną w te kosze ilością dwunastu miar ułomków – liczbą odpowiadającą dwunastu pokoleniom Izraela. Znane poganom określenie „spyris” oznaczające kosz, użyte jest obok cyfry siedem, która jest symbolem świata. I w jednym, i drugim przypadku wszystkie zabiegi redakcyjne zmierzają do podkreślenia jednej myśli – że chleb od Jezusa jest dla wszystkich, i to udzielany jest z obfitością i nadmiarem widocznym choćby przez resztki pozostawione przez tłumy.

Kolejny znak to wygłoszone przez Jezusa wśród Żydów zwyczajowe izraelskie błogosławieństwo przed posiłkiem. Tymczasem pośród pogan Jezus wypowiedział, zgodne z tradycją Greków, słowa dziękczynienia. Można też analizować cztery tysiące nakarmionych , co symbolizuje cztery strony świata, a więc wszystkich ludzi. Z kolei pięć chlebów i pięć tysięcy nakarmionych Żydów wskazuje na Pięcioksiąg, najważniejszą część Biblii hebrajskiej. Stąd nasuwa się wniosek o kontynuacji tego samego działania Bożego, które przez zsyłaną na pustyni mannę było ratunkiem dla wędrującego Izraela – o czym zapisano w Pięcioksięgu.

Podsumowując rozważania o cudach rozmnożenia chleba wolno podkreślić, że pierwsze z nich dokonuje się jako znak Syna Bożego z rodu Dawida działającego najpierw pośród narodu wybranego. Drugie rozmnożenie natomiast dokonane zostało wśród pogan jako zapowiedź tego, że Kościół zaniesie zbawienie Chrystusa całemu światu.

 

Chleb miłosierdzia 

Takie spojrzenie na cud rozmnożenia chleba warto uzupełnić o słowa z Apokalipsy: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3, 20). Pokazują one jeszcze raz, jak bliskim dla Boga jest człowiek wezwany do intymnej relacji ze Stwórcą. Tę zażyłość Boga i człowieka zostało podkreślone poprzez zaproszenie do Eucharystii (do wiecznej uczty w niebie również). Jest to uczta stale przygotowywana przez samego Boga. On jest tutaj gospodarzem łamiącym dla swego gościa Chleb i udzielającym mu swoich darów. Uczestniczenie w tej uczcie nie oznacza życia z Bogiem w pojedynkę, lecz współbiesiadowanie z innymi dziećmi Boga, czyli z braćmi i siostrami. Dzięki skorzystaniu z odpuszczenia grzechów i gotowości przebaczania innym wynosimy z Eucharystii prawdziwą komunię, czyli jedność zarówno z Bogiem, jak i z innymi ludźmi. Nawet obce osoby, przez łączność z gospodarzem uczty, stają się sobie bliscy.

Jedność zdobywana w Eucharystii każe nam dzisiaj wychodzić na ulice naszych miast i wsi, aby dzielić się chlebem z innymi. Rozdając chleb potrzebującym naśladujemy gest Jezusa i zapewniamy, że i dzisiaj jesteśmy w stanie przyczyniać się do pomnożenia darów Bożych. Odnajdując brakujący piaty chleb z mozaiki z Tabgha w Eucharystii czerpiemy z niej siłę do poszukiwania wokół nas darów dla innych. Niech to spotkanie przy ołtarzu i wspólne przeżywanie Dni Kromki Chleba Caritas jeszcze bardziej otworzy nas na pomoc tym, którzy mają chleba zbyt mało. Niech do każdego trafi chleb miłosierdzia!

 

Ks. Marek Dec


Niech Kościół w Polsce pokaże, że rozumie znaczenie tych słów.

To nie są zgrabne sformułowania przeznaczone dla mediów, lecz bardzo ważne refleksje adresowane do wszystkich katolików na Starym Kontynencie.

Przez kilka dni Poznań gościł kardynałów i biskupów z niemal wszystkich krajów europejskich. W stolicy Wielkopolski miało miejsce Zebranie Plenarne Rady Konferencji Episkopatów Europy. Odbyło się pod hasłem: „Duch solidarności w Europie”.

Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik nie przesadził, gdy nazwał to spotkanie wydarzeniem historycznym. Nie bez powodu pojawili się tam zarówno prezydent Polski, jak i premier. Bo choć oficjalnym powodem wyboru Poznania na tegoroczne spotkanie europejskich biskupów było świętowanie 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę i 1050-lecie pierwszego biskupstwa na jej terenie, to trudno uznać za przypadek, że to właśnie nasz kraj stał się miejscem poważnej rozmowy Kościoła w Europie o solidarności.

To właśnie Polacy, polscy katolicy, pokazali światu, jak wielka jest moc solidarności, jeśli zostanie potraktowana poważnie i wprowadzona w życie w duchu Ewangelii. To właśnie jedyny dotąd Polak na Stolicy Piotrowej zyskał miano „Papieża solidarności”. W komunikacie końcowym poznańskiego Zebrania Plenarnego Rady Konferencji Episkopatów Europy można przeczytać, że solidarność jest odbiciem miłości trynitarnej, ponieważ każdy człowiek „pochodzi z łona Trójcy Świętej i nosi jej obraz, który nadaje mu nieporównywalną i nienaruszalną godność”. Uczestnicy spotkania wyrazili też przekonanie, że jako Kościół jesteśmy wezwani do ciągłego nawracania się na miłość trynitarną, aby przeżywać solidarność i służbę przede wszystkim jako wymianę darów duchowych właściwych tradycjom chrześcijańskim i katolickim Kontynentu. „W tym punkcie, korzystając z tego co pojawiło się w czasie obrad naszego gremium, winny zostać wypracowane dalsze drogi współpracy między Kościołami” – stwierdza komunikat. To zdanie brzmi lakonicznie, ale jest dowodem świadomości, że w kwestii solidarności także między samymi katolikami Starego Kontynentu jest wiele do zrobienia i poprawienia. Znaczące jest połączenie podczas spotkania CCEE w Poznaniu tematów solidarności i wolontariatu. „Chrześcijanie zaangażowani w wolontariat mogą pielęgnować istotne wspólne działania w ramach odnowionej solidarności na rzecz sprawiedliwości, pokoju i zasady pomocniczości” – stwierdzili europejscy biskupi. Warto zwrócić uwagę na sformułowanie „odnowiona solidarność”. Niesie ono bardzo dużo treści. Między innymi wskazuje, że mamy do czynienia z wartością, która wymaga nie tylko „odkurzenia” i przypomnienia, ale również odświeżonego spojrzenia i zrozumienia w zmienionych warunkach.

W homilii o solidarności, wygłoszonej w Gdańsku w roku 1987, klasycznie już przytaczanej w tym temacie, św. Jan Paweł II powiązał ją z upomnieniem zawartym w Liście św. Pawła Apostoła do Galatów: „Jedni drugich brzemiona noście”. Powiedział, że to zwięzłe zdanie Apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności:

„Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy «brzemię» dźwigane przez człowieka samotnie, bez pomocy drugich”

Papież mówił te słowa stanowczo. Podkreślał, że „nie może być program walki ponad programem solidarności”.

Ale to nie wszystko, co papież Polak miał do powiedzenia o solidarności. W roku 1983 stwierdził dobitnie, że bez niej nie ma wolności, a w roku 1999 uzupełnił:

 

„Nie ma wolności bez solidarności! Dzisiaj wypada powiedzieć: nie ma solidarności bez miłości, więcej! Nie ma przyszłości człowieka i narodu”.

 

Podczas konferencji prasowej po zakończeniu zebrania Rady Konferencji Episkopatów Europy w Polsce jej przewodniczący, kard. Angelo Bagnasco, powiedział, że albo Europa będzie solidarna albo jej nie będzie. Według niego negowanie solidarności to negowanie samych siebie, ponieważ solidarność jest prawdziwą drogą stawiania czoła problemom krajowym i międzynarodowym. To nie są zgrabne sformułowania przeznaczone dla mediów, lecz bardzo ważne refleksje adresowane do wszystkich katolików na Starym Kontynencie. Byłoby dobrze, gdyby to właśnie Kościół w Polsce pokazał, że naprawdę rozumie ich znaczenie.

ks. Artur Stopka – dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w „Gościu Niedzielnym”, radiu eM, KAI


Papież u św. Marty: Krzyż uczy nas, byśmy nie bali się porażek, bo po nich przychodzi zwycięstwo

O znaczeniu tajemnicy krzyża, klęski ale także wywyższenia Pana Jezusa, który wziął na siebie wszystkie grzechy świata mówił Ojciec Święty podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W święto Podwyższenia Krzyża Świętego papież przypomniał, że szatan został zakuty w łańcuch, ale znowu szczeka i jeśli podejdziemy do niego to nas zniszczy.

Franciszek zauważył, że kontemplacja krzyża, będącego symbolem chrześcijanina jest okazją do rozważania znaku porażki, który jest także znakiem zwycięstwa.

„Nie lękajmy się kontemplować krzyża jako momentu klęski, porażki. Św. Paweł dokonując refleksji nad tajemnicą Chrystusa mówi nam rzeczy trudne, że Jezus ogołocił samego siebie, uniżył samego siebie, stał się grzechem aż do końca, przyjął na siebie wszystkie nasze grzechy, wszystkie grzechy świata: był niczym, skazańcem. Paweł nie bał się ukazać tej klęski. Może to rzucić światło na nasze złe chwile, nasze klęski, ale krzyż jest także dla nas, chrześcijan, znakiem zwycięstwa” – powiedział papież.

Ojciec Święty zwrócił uwagę, że pierwsze czytanie dzisiejszej liturgii zawiera fragment z Księgi Liczb (Lb 21,4b-9), ukazujący węża z brązu jako znak ocalenia. Zauważył, że obraz ten przywołuje na myśl starożytnego węża, Szatana, Wielkiego Oskarżyciela. Ale ten wąż, który siał śmierć, zostanie wywyższony i obdarzy zbawieniem. Franciszek wskazał, że fragment ten jest proroctwem. Jezus, który stał się grzechem pokonał bowiem sprawcę grzechu, pokonał węża. Zauważył, że Szatan był szczęśliwy w Wielki Piątek, tak szczęśliwy, że nie zauważył wielkiej pułapki historii, w którą wpadł. Krzyż stał się bowiem znakiem zwycięstwa nad wielkim nieprzyjacielem, na nim zostaliśmy zbawieni.

Franciszek przypomniał słowa Jezusa wypowiedziane do Nikodema: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32).

– Krzyż Jezusa powinien nas przyciągać: trzeba na niego spoglądać, ponieważ daje siłę, aby iść naprzód. A pradawny wąż, pomimo, że zniszczony, jeszcze szczeka, wciąż grozi, ale, jak powiadają ojcowie Kościoła, jest to „pies na łańcuchu”. Nie podchodź do niego a nie ugryzie cię. Ale jeśli zafascynujesz się tym „pieskiem” i podejdziesz go pogłaskać – wiedz, że on cię zniszczy – przestrzegł papież.

Ojciec Święty wskazał, że krzyż uczy nas, iż w życiu spotykają nas zarówno porażki jak i zwycięstwa.

„Musimy być zdolni do tolerowania porażek, znoszenia ich cierpliwie, nawet naszych grzechów, ponieważ On za nas zapłacił. Uczyć się tolerowania ich w Nim, prosić o przebaczenie w Nim, ale nigdy nie dać się zwieść temu przykutemu na łańcuchu psu. Dobrze by było, abyśmy dzisiaj w domu spędzili spokojnie 5, 10, 15 minut przed krucyfiksem – tym, który mamy w domu lub tym przy różańcu: spojrzeli na niego. Jest on znakiem porażki, powodującym prześladowania, który nas niszczy, ale jest to również nasz znak zwycięstwa, ponieważ Bóg na nim zwyciężył” – powiedział Franciszek na zakończenie swej homilii.


Mamy problem, który może rozwiązać tylko Bóg

Radosław Siewniak – założyciel i prezes Stowarzyszenia Do Źródła, ewangelista i nauczyciel Słowa Bożego.

Bóg powiedział, że zapłatą za grzech jest śmierć. Teraz albo przegramy całą wieczność, albo skorzystamy z ratunku, którym jest Jezus. Aby przyjąć to, co ma dla ciebie Bóg, musisz być gotowy do zrobienia dwóch rzeczy.

Być może wielu z nas pamięta, jak w 2003 r. prom kosmiczny Columbia w trakcie wchodzenia w atmosferę okołoziemską uległ katastrofie. Zginęło wówczas siedmioro członków załogi. Komisja powołana przez NASA do zbadania przyczyn tej tragedii stwierdziła, że źródło katastrofy powstało już na samym starcie promu. Była to mała uszczelka ważąca mniej niż 0,5 kg, która w momencie startu oderwała się od jednego ze zbiorników paliwa i uderzyła w delikatną powłokę ceramiczną lewego skrzydła Columbii. Powstałe, niewielkie uszkodzenie było przyczyną tragedii.

Przepaść między tobą a Bogiem

Kiedy wszystko wydawało się pod kontrolą, przez 15 dni i 22 godziny siedmioro członków statku Columbia wypełniało swoją misję, nie wiedząc, że od momentu startu ich życie było skazane na zagładę. Załoga nie miała wiedzy o konsekwencjach uszkodzenia i w związku z tym nie widziała żadnej potrzeby ratunku, kiedy uratowanie było ich najbardziej palącą potrzebą.

Kiedy inżynierowie NASA dyskutowali nad wielkością uszkodzenia, zaraz po starcie, nieświadomy katastrofalnych konsekwencji „małej awarii” dyrektor lotu przesłał wiadomość do dowódcy Columbii, że nie ma żadnego problemu, że sprawa jest opanowana. Najmądrzejsi, najinteligentniejsi ludzie, najbardziej tęgie głowy powiedziały, że wszystko jest pod kontrolą. Nie ma najmniejszych powodów do zmartwień! W rzeczywistości od samego początku załoga Columbii nie miała żadnych szans na ratunek. Oni nie wiedzieli o tym, ale ratunek był ich największą, najbardziej rozpaczliwą i najbardziej desperacką potrzebą. Beznadziejność ich sytuacji potęgował fakt, że gdyby nawet wiedzieli, że ich życie zmierza ku zagładzie, nie mogliby nic uczynić, aby siebie ocalić.

Historia siedmiorga astronautów przebywających na tym fatalnym promie jest ilustracją duchowego stanu każdego z nas. Kiedy grzech po raz pierwszy wtargnął do życia pierwszych ludzi, Adama i Ewy, wydawał się rzeczą bez większego znaczenia. Ale Biblia mówi, że cała ludzkość została zainfekowana tym, co tam się stało. Grzech, bunt Adama i Ewy oddzielił ludzkość od Dawcy Życia. Każdy z nas jest tym grzechem, zepsuciem, buntem zainfekowany. Każdy z nas, niemalże każdego dnia dokłada do wielkości tego problemu. Nasze grzechy wykopały wielką przepaść między nami a Bogiem (zob. Iz 59,2). Przepaść tak wielką, że żaden ludzki wysiłek nie jest w stanie jej pokonać, aby zbliżyć się do Boga. A życie każdego człowieka bez Boga zmierza do zagłady, wbrew temu, co mogą twierdzić „najmądrzejsi tego świata”.

Ratunek, którym jest Jezus

Nasze próby ocalenia samych siebie z tej sytuacji przez próby porządnego życia, sumowania dobrych uczynków są podobne do próby naprawienia uszkodzonego skrzydła wahadłowca taśmą samoprzylepną. Na tyle to jest skuteczne.

Mamy olbrzymi PROBLEM, który może być jedynie rozwiązany przez Tego, który nas stworzył. Wyobraźmy sobie, że inżynierowie NASA zaraz po starcie promu Columbia właściwie ocenili skalę uszkodzenia. Tak nie było, ale spróbujmy sobie to wyobrazić. Wysyłają więc drugi prom kosmiczny, przeszkoloną i odważną załogę w przestrzeń kosmiczną, która dociera gdzieś na orbitę i pojawia się w pobliżu uszkodzonej Columbii. Załoga felernego promu już wie o skali uszkodzenia i wie, że jeżeli pozostanie na promie, będzie skazana na śmierć. Tymczasem astronauta z ratunkowego promu wchodzi w przestrzeń kosmiczną i dociera do włazu uszkodzonego statku. Kiedy go otwiera, mówi: „Wychodźcie za mną!”. Czy możesz sobie wyobrazić w tej sytuacji, że ludzie z Columbii zareagowaliby negacją, zadając pytania typu: „Czy rzeczywiście nie ma dla nas innego wyjścia?”, „Czy nie przesadzasz w swoich poglądach odnośnie do naszego życia?”, „Czy rzeczywiście jesteś jedyną drogą dla naszego ocalenia?”.

Jezus zrobił coś o wiele więcej, niż tylko zaryzykował swoim życiem. On je oddał na krzyżu. Czy myślałeś kiedyś o tym, że On to zrobił dla ciebie? Nie dla świata, ale dla ciebie! Ofiarował swoje życie na krzyżu, aby Bóg ciebie mógł uwolnić od przekleństwa grzechu. Oddał je na krzyżu, aby stać się RATUNKIEM dla ciebie. Pomyśl o tym.

Podejmij dzisiaj tę decyzję

Bóg powiedział, że zapłatą za grzech jest śmierć. Teraz albo ty i ja przegramy całą wieczność, albo otrzymamy całą wieczność z Bogiem, korzystając z ratunku, którym jest Jezus. Co powinieneś zrobić, aby Boże przebaczenie stało się rzeczywistością twojego życia i abyś był pewny wieczności z Bogiem? Musisz być gotowy do zrobienie dwóch rzeczy.

Po pierwsze, musisz poddać swoje życie Jezusowi. Co to oznacza: „Poddać swoje życie Jezusowi?”. To znaczy uczynić Jego osobę najważniejszą osobą w swoim życiu. To postawa, w której uznajesz, że Jezus jest twoim Panem i Zbawicielem. Tu nie chodzi o to, że zaczniesz być bardziej religijny, zaczniesz częściej chodzić do kościoła i częściej czytać Biblię. To są dobre rzeczy, ale tu chodzi o coś więcej: o twój styl życia i codzienną relację z Jezusem.

Po drugie, musisz odwrócić się od wszystkiego tego, o czym wiesz, że Bogu się nie podoba. Przez relację z Bogiem, poznawanie Bożego Słowa (Biblii) i modlitwę Bóg będzie mówił do ciebie, obdarzy cię Duchem Świętym i oznajmi ci swoją wolę. Prawdziwe poznanie Boga, Jego łaski i miłości poprowadzi cię do chęci definitywnego zerwania z grzechem, ponieważ nie można znaleźć wspólnoty z Bogiem, jeżeli nie chce się podporządkować Mu swojego życia. Zachęcam cię, podejmij dzisiaj decyzję codziennego pochylania się nad Biblią, modlitwy, dołączenia do wspólnoty ludzi, którzy już żyją z Bogiem i On jest dla nich najważniejszy.

Wyobraź sobie taką sytuację, że pewien człowiek przechodzi przez jezdnię, jest nieostrożny i przejechała go ciężarówka. Przychodzi po jakimś czasie do ciebie i mówi: „Wiesz, spóźniłem się 15 minut, bo przed chwilą przejechała mnie ciężarówka”. Uwierzyłbyś mu? Jeżeli ktoś chce powiedzieć, że jest chrześcijaninem i spotkał Jezusa, ale jego życie nie uległo zmianie, to nie jest to możliwe. Jeżeli kogoś przejechała ciężarówka – umiera. Podobnie, jeżeli ktoś spotyka Zbawiciela i oddaje Mu swoje życie – jego stare życie umiera, ale rodzi się do nowego. Jeżeli ktoś spotyka Jezusa i otwiera dla Niego swoje serce – to musi stać się inny.

Przebaczenie grzechów, zbawienie i życie wieczne jest dostępne dla każdego, ale nie jest automatycznie dla każdego. Jest dostępne dla każdego, kto uwierzy, podda swoje życie Jezusowi i stanie się Jego uczniem. W tym przejawia się dobroć Boża. Na co nikt z nas nie zasłużył, Bóg daje w swoim Synu. Jemu chwała!