Wakacje huuuuuuuurrrrrrrrrrraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!IMG_5902 (Kopiowanie)


Uwaga zmiana godziny Mszy Świętych!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Od ostatniej niedzieli czerwca tj. 29.06 nastąpi zmiana godzin Mszy Św. 

Sobota (niedzielna) g. 19 oo, Niedziela 8 3o, 10 oo (Czarna Łąka), 12 oo i 19 

Od 30 czerwca na okres wakacji Msze Św. w tygodniu

Środa g. 19 oo Załom

Czwartek. g. 9 oo Załom

Piątek g. 19 oo Czarna Łąka

Sobota g. 19 oo Załom


Wygląda na to, że biskup Rzymu Franciszek miał stuprocentową rację, gdy kilka dni temu w czasie wizyty u Wspólnoty św. Idziego w Trastevere, mówił o „zmęczonej Europie”, która nie wie, co robić i której trzeba pomóc się odmłodzić. Zdaje się, że objawy zmęczenia są coraz bardziej dostrzegalne także w Kościele i wielu rozgląda się za przydrożnym kamieniem, na którym można by przysiąść i odetchnąć. Tymczasem Franciszek swoją postawą nie pozostawia wątpliwości. Nie można zwalniać, zmniejszać tempa, przystawać. Trzeba przyspieszać.

Przeczytałem wydany właśnie w Polsce dokument z Aparecidy. Nie jest to lektura łatwa. Trzeba od czasu do czasu zacisnąć zęby, żeby nie ulec zmęczeniu natłokiem tematów w nim poruszonych i nie odłożyć na półkę tekstu, który został okrzyknięty „kluczem do pontyfikatu Franciszka„. Nie jest to, moim zdaniem, klucz jedyny, ale faktycznie, pozwala zrozumieć podejście aktualnego Następcy św. Piotra do wielu spraw w Kościele i na świecie.

A jednak kończąc lekturę opublikowanego siedem lat temu efektu V Ogólnej Konferencji Episkopatów Ameryki Łacińskiej i Karaibów poczułem pewne rozczarowanie. Fakt, znalazłem tam wiele prawdziwych perełek, myśli, spostrzeżeń, sugestii, wskazań i propozycji, które wywołują szybsze bicie serca. Skąd więc niedosyt, który pozostał we mnie po przeczytaniu całości?

Trochę trwało, zanim zdołałem sam sobie wytłumaczyć, w czym problem. Wreszcie zrozumiałem. Spodziewałem się tekstu, który można by porównać do wyprawy w siedmiomilowych butach. Nie jednego, a kilku ogromnych kroków naprzód. Tymczasem trzymałem w dłoniach rzecz będącą z pewnością porównywalną z bardzo szybkim podążaniem do przodu, ale perspektywa i cel wysiłku nie okazały się takie, jakich oczekiwałem.

Używając odniesień do kolarstwa można powiedzieć, że spodziewałem się zapisu strategii, jak znaleźć się na czele pędzących do mety zawodników. Tymczasem czytając naprawdę znakomity dokument opracowany przez pasterzy z Ameryki Łacińskiej wciąż miałem wrażenie, że skupiają się w nim na czym innym. Na tym, jak dogonić uciekający peleton. Niemal wyłącznie na tym.

Kilka lat temu przysłuchiwałem się dyskusji toczonej w niewielkim gronie zatroskanych o Kościół świeckich i duchownych, której przedmiotem była swoista „teoria nadążania” za światem. Padło tam dużo bardzo sensownych pomysłów, jak zmotywować wspólnotę katolików do niepozostawania w tyle. Dopiero wiele miesięcy później zdałem sobie sprawę, że w tej rozmowie ustawiliśmy się od razu na przegranej pozycji.

Czytając dokument z Aparecidy spodziewałem się czegoś, „wyprzedzającego” czasy. Jednak nieustannie odnosiłem wrażenie, że mam do czynienia z całkiem udanym planem „nadążania”. A moje poczucie rozczarowania wynika z umacniającego się coraz bardziej przekonania, że póki Kościół będzie się skupiał na „nadążaniu”, a nie będzie wyprzedzająco patrzył w przyszłość, póty będziemy jako wspólnota uczniów-misjonarzy Jezusa Chrystusa w pogłębiającym się kryzysie.

Dopóki nie zrozumiemy, że nie mamy nadążać, tylko wyprzedzać, będziemy skazani na trwanie w ogonie światowego peletonu.

Pewnie dlatego bardzo mnie zmartwiło to, co powiedział ks. Antonio Spadaro SJ, naczelny redaktor tego prestiżowego jezuickiego czasopisma „La Civiltà Cattolica”. Przy okazji prezentacji książki „La verità è un incontro. Omelie da Santa Marta”, zawierającej omówienia 186 krótkich kazań Franciszka, wygłoszonych podczas porannych Mszy św. w Domu Świętej Marty, stwierdził podobno: „Za tym papieżem nie można nadążyć, można go tylko obserwować”.

Czy to znaczy, że człowiek, który napisał w swojej pierwszej adhortacji o pasterzach: „…niekiedy stanie z przodu, aby wskazać drogę i podtrzymać nadzieję ludu, innym razem zwyczajnie stanie pośród wszystkich ze swą prostą i miłosierną bliskością, a w pewnych okolicznościach powinien iść za ludem, aby pomóc tym, którzy zostali z tyłu, a przede wszystkim dlatego, że sama owczarnia ma swój węch, aby rozpoznać nowe drogi”, sam idzie do przodu za szybko? Gorzej. Pozwala, aby owczarnia pozostawała w tyle i tracąc dystans obserwowała z rezygnacją jego zdecydowane kroki?

Jakoś trudno mi podzielić przekonanie, że Franciszek nabrał zbyt dużej prędkości. I zgodzić się z poglądem, że brak nam kondycji, aby iść w tym samym tempie. Pojawiające się zmęczenie można pokonać. Nie trzeba mu ulegać. Wiedzą o tym wszyscy zwycięzcy, a my jako katolicy mamy pod tym względem jasny wzór – Chrystusa.


Spotkania

08 czerwca w niedzielę Zesłania Ducha Św. zapraszam na Mszę Św. o. g. 12 oo wszystkich motocyklistów naszej parafii (i nie tylko) po Mszy Św. poświęcenie motocykli. Kaski motocyklowe kładziemy przed ołtarz. Po poświęceniu wspólna parada motocykli i o g. 14 oo spotkanie integracyjne na placu kościelnym przy grillu. Zapraszam Ks. Darek

Dzisiaj tj. 8 czerwcaspotkanie pielgrzymów, którzy byli w Rzymie. Msza Św. g. 12 oo i spotkanie przy ciastku i grillu.  Zapraszam Ks. Darek


Podróż do źródeł

Janusz Poniewierski
(fot. EPA/Jim Hollander)

Podróż papieża Franciszka do Ziemi Świętej ma wiele wymiarów. Absolutnie pierwszorzędny jest jej aspekt duchowy: oto biskup Rzymu udaje się z pielgrzymką do źródeł wiary, by − jak pisał św. Jan Paweł II − „odczytywać na nowo Ewangelię”. I szukać śladów Boga. I tam, w Wieczerniku i na Golgocie, prosić o rozeznanie konieczne w kierowaniu Kościołem.

Papieskie pielgrzymowanie do Ziemi Świętej ma już swoją tradycję: był tu Paweł VI, byli dwaj jego następcy: Jan Paweł II (2000) i Benedykt XVI (2009). Franciszek dobrze o tym pamięta. Wszak bezpośrednim powodem (pretekstem) jego podróży jest 50. rocznica pielgrzymki Pawła VI. Pielgrzymki niezwykle ważnej z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze, była to pierwsza zagraniczna podróż papieża w nowożytnych dziejach Kościoła, a także pierwsza wizyta następcy św. Piotra w ziemi Jezusa. Po drugie, miała ona ogromne znaczenie ekumeniczne, była prawdziwym kamieniem milowym na drodze dialogu katolicko-prawosławnego, wtedy bowiem doszło do historycznego spotkania biskupa Rzymu (zwanego patriarchą Zachodu) z honorowym zwierzchnikiem światowego prawosławia patriarchą Konstantynopola Atenagorasem. Warto pamiętać, że na to spotkanie − i przekazanie sobie znaku pokoju, i odmówioną razem modlitwę „Ojcze nasz” − Kościół Chrystusowy czekał od roku 1054. W wydanym później komunikacie obaj hierarchowie wyrazili nadzieję, że będzie to „znak i zapowiedź rzeczy dopiero nadchodzących”. I rzeczywiście, spotkanie Pawła VI z Atenagorasem stało się początkiem owocnego (choć nieraz bardzo trudnego) dialogu Kościołów.
Również teraz, w maju 2014 roku, w Jerozolimie dojdzie do spotkania papieża Franciszka z patriarchą Bartłomiejem. Organizatorzy traktują je jako najważniejszy punkt programu pielgrzymki. Świadczy o tym choćby logo wizyty: złączeni w braterskim uścisku Piotr i Andrzej w jednej łodzi oraz hasło: „Aby byli jedno”. Można mieć nadzieję, że to spotkanie (a raczej spotkania, bo odbędzie się ich kilka) ożywi w naszych Kościołach ducha ekumenizmu. Może wpłynie ono także na pojednanie chrześcijan w samej Jerozolimie, gdzie podziały dają o sobie znać na każdym niemal kroku i bywają dla pielgrzymów źródłem zgorszenia. Działa tu przecież (podaję za „Gościem Niedzielnym”) sześć wspólnot katolickich, osiem prawosławnych, trzy protestanckie i jedna anglikańska. Jednak „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”, a – jak mówi prawosławny patriarcha Jerozolimy Teofil III – spotkania Franciszka z Bartłomiejem w miejscu śmierci i zmartwychwstania Jezusa pragnie przecież sam Duch Święty!

Podziały i niechęć, jaką żywią do siebie nawzajem niektóre wspólnoty chrześcijańskie, wydają się czymś paradoksalnym. Chrześcijanie bowiem stanowią tutaj nieliczną mniejszość (mniej niż 2% ogółu mieszkańców Izraela i Autonomii Palestyńskiej), w dodatku ich populacja wciąż maleje. A podobno Pawła VI witały jeszcze tłumy chrześcijan…

Oczekuje się zatem, że wizyta papieża Franciszka i patriarchy Bartłomieja będzie dla wspólnot chrześcijańskich (lub przynajmniej dla części wiernych) jakimś moralnym wsparciem w ich trudnej sytuacji. „Jest rzeczą ważną − mówi w tym kontekście bp William Shomali z łacińskiego patriarchatu Jerozolimy − aby chrześcijanie, którzy żyją w społeczeństwie o większości żydowskiej i muzułmańskiej, mogli czuć się wolnymi i równymi w prawach obywatelami, żeby byli dumni ze swej wiary i dawali innym prawdziwe świadectwo”.

Kolejny ważny aspekt pielgrzymki to dialog z Żydami i z judaizmem. Pod tym względemFranciszek nawiązywać będzie raczej do Jana Pawła II i Benedykta XVI aniżeli do Pawła VI, zachowującego dystans wobec władz − nieuznawanego wówczas przez Watykan – państwa Izrael, co Żydzi odebrali jako afront. Wzajemne stosunki, zwłaszcza te polityczne (bo przełomem w dialogu religijnym okazała się ogłoszona w 1965 roku soborowa deklaracja „Nostra aetate”), zmieniły się diametralnie podczas pontyfikatu Jana Pawła II. Dzięki temu ambasador Izraela przy Stolicy Apostolskiej Zion Evrony może dziś powiedzieć, iż relacje żydowsko-katolickie są obecnie najlepsze od dwóch tysięcy lat, i wyrażać nadzieję, że wizyta Franciszka jeszcze je wzmocni.

Wydaje się rzeczą pewną, że papież powtórzy słowa i gesty swoich dwóch poprzedników,  na przykład: pomodli się na sposób żydowski przy Murze Zachodnim (Ścianie Płaczu), złoży hołd ofiarom Zagłady, potępi antysemityzm… Czy zrobi coś więcej? Trudno powiedzieć. Może – jak sugerują izraelskie media – zechce wyrazić żal z powodu negatywnego stosunku Kościoła w przeszłości do żydowskich planów założenia własnego państwa? Okazją do tego mogłoby być złożenie kwiatów na grobie twórcy politycznego syjonizmu Theodora Herzla.

W kontekście pielgrzymki do Ziemi Świętej Papież już raz zdołał nas zaskoczyć, zapraszając do swego oficjalnego orszaku rabina Abrahama Skórkę z Buenos Aires. Warto dodać, że w gronie tym znajdzie się również Omar Abboud, jeden z przywódców wspólnoty muzułmańskiej w Argentynie. Bo ta podróż stanowi także dobrą okazję do pogłębienia dialogu z islamem.

Siłą rzeczy, pielgrzymka oprócz wymiaru religijnego będzie miała również aspekt polityczny. Bardzo liczą na nią Palestyńczycy, wierząc, że Papież upomni się o ich prawa. A on pewnie to zrobi, piętnując jednocześnie przemoc, niesprawiedliwość i łamanie praw człowieka − bez względu na to, kto za ten stan rzeczy ponosi odpowiedzialność.

Oczywiście, wizytę Franciszka mogą próbować dyskontować obie strony konfliktu izraelsko-palestyńskiego. On zaś, zachowując – jak mniemam – konieczną w tej sytuacji równowagę, będzie głosił wszystkim orędzie pokoju i przebaczenia.

Powiedział kiedyś kard. Jorge Bergoglio, że „czasem problemy w relacjach ludzkich okazują się możliwe do rozwiązania, jeśli jest przy nas ktoś, kto pomoże znaleźć drogę, kto stworzy albo wskaże wyjście”. Kto wie, może po to również Franciszek jedzie dziś do Ziemi Świętej, żeby pomóc odznaleźć drogę tam, gdzie nikt już nie potrafi jej dostrzec?