Nie bójcie się Krzyża!

Chcielibyśmy podzielić się z Wami wielką radością. W dniach 8-13.06 2020r. gościliśmy w naszej wspólnocie parafialnej Krzyż Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Czekaliśmy na Krzyż już od momentu, gdy dowiedzieliśmy się o rozpoczętej peregrynacji w naszej diecezji. Pragnienie przyjęcia Krzyża w rejonie wzrastało z dnia na dzień. Niestety pandemia spowodowała, że peregrynacja została wstrzymana. Bardzo chcieliśmy obdarować Krzyżem KWC całą naszą wspólnotę parafialną i się wreszcie doczekaliśmy. Krzyż gościł w parafii Przemienienia Pańskiego w Załomiu prawie 2 tygodnie!
Wielkie podziękowania składamy na ręce naszego księdza proboszcza, opiekuna trzech kręgów DK w naszej parafii ks. Dariusza Kilijana. Wspierał nas od początku, dodawał sił, modlił się z nami.
Wielkim przeżyciem dla mnie i mojego męża było to, że Krzyż był obecny podczas procesji święta Najświętszego Serca i Krwi (Bożego Ciała). Niosły go naprzemiennie przedstawiciele wszystkich wspólnot naszej parafii.
Krzyż KWC był obecny na codziennej Eucharystii, a zwłaszcza w piątek po Bożym Ciele podczas modlitwy, drogi krzyżowej i adoracji w intencji uzależnionych i zniewolonych. Na zakończenie peregrynacji odbyła się uroczysta Eucharystia podczas której jedna osoba z naszej parafii złożyła deklarację i została członkiem KWC. Chwała Panu!
I jeszcze przez kolejne dni kolejnego tygodnia, Krzyż peregrynował po wspólnotach rodzinnych. Gościł w domach wspólnoty DK, wspólnoty neokatechumenalnej, wspólnoty Róży Różańcowej. Zatroszczyliśmy się o to, by jak najwięcej osób mogło modlić się i powierzać całą naszą parafię, nasze rodziny w modlitwie prosząc Pana o wyzwolenie z nałogów, lęków i zniewoleń.
Dziękujemy Panu- ja i mój mąż, a także cała nasza rodzina, nasze dzieci, które były z nami cały czas, za te ,,rekolekcje”, za ten czas, za te łaski które otrzymaliśmy podczas naszego bycia z Krzyżem KWC. Pan działa. Jest wśród nas. Krzyż jeszcze peregrynuje, obdarza łaskami.
Zapraszamy bardzo serdecznie na msze święte KWC, w każdą pierwszą sobotę miesiąca w parafii Opatrzności Bożej na osiedlu Majowym.

Kasia i Arek Bieleninik para rejonowa rejon Majowe Załom.


Narodowe Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu rozpoczęło duchowe przygotowanie do Aktu Zawierzenia Polski i Kościoła w Polsce Świętemu Józefowi, które odbędzie się w czwartek, 2 lipca

Uroczysty Akt Zawierzenia Polski i Kościoła w Polsce odbędzie się w Narodowym Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu, jako dopełnienie zawierzenia naszej Ojczyzny Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Matce Bożej Królowej Polski, dokonanego 3 maja br. na Jasnej Górze. Szczególną okazją do Aktu Zawierzenia Polski i Kościoła w Polsce św. Józefowi jest 150. rocznica ogłoszenia przez Papieża Piusa IX św. Józefa Patronem Kościoła katolickiego. Kościół czcił św. Józefa, uciekając się do niego w największych potrzebach i momentach kryzysowych. Tak było właśnie w 1870 roku. To był rok wielkich zmian, które miały wpływ na przyszłość. Także dziś jest potrzebne zawierzenie św. Józefowi i oddanie się pod Jego opiekę, wzywając wstawiennictwa i ochrony Patrona Kościoła.

W związku z tym i nasza parafia od dziś rozpoczyna modlitewne przygotowanie do Aktu Zawierzenia Polski i Kościoła w Polsce św. Józefowi.

Codziennie po każdej Mszy Św. litania do św. Józefa, zaś w czwartek zawierzymy Ojczyznę, Kościół i naszą parafię Św. Józefowi. Msza Św. g. 19 oo i Akt zawierzenia. Serdecznie zapraszam do licznego udziału w tym nabożeństwie.


Stanisław Morgalla SJ Nie lękajcie się – łatwo powiedzieć…

List

fJesteśmy tylko stworzeniami, dlatego musimy odczuwać wobec naszego Stwórcy lęk i szacunek. Jednocześnie wiemy- bo przekonuje nas o tym Objawienie Boga w Jezusie Chrystusie – że Bóg jest miłością, dlatego nie mamy powodu, by lękać się Go ponad miarę. Wpaść w ręce Boga żyjącego, synonim śmierci w Starym Testamencie, w Nowym Testamencie nabiera zupełnie innej wymowy, bo oznacza wpaść w ręce miłosiernego Ojca.

„Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi” – swego czasu gorąco i sugestywnie przekonywał nas Jan Paweł II. My jednak lękamy się i to właśnie Boga, i to – pa­radoksalnie – dlatego że otworzyliśmy Mu na oścież drzwi naszego życia. A przy­najmniej tak nam się wyda­wało Rodzaje tego lęku i sposoby radzenia sobie z nim można by wymieniać bardzo, bardzo długo. Niech jednak nas nie zwiedzie ta wielość postaci czy wymyślnych scenariuszy. W istocie chodzi o ten sam odwieczny i prymitywnie prosty problem: o kon­trolę nad własnym życiem lub -jak kto woli – o starodawną pokusę, by „być jak Bóg” (por. Rdz 3). To źródło wszelkich przesądów i zabobonów, bo to one dają nam złudne poczucie, że wszystko jest pod kontrolą.

Kontroluję, więc jestem!

Niech za przykład posłuży nam historia skrupulanta – patologiczny przy­padek samokontroli. Choć jest przerysowany i niemal karykaturalny, to odsłania mechanizm zabobonu. Załóżmy, że nasz skrupulant szuka po­mocy u księdza z powodu kłopotów z modlitwą. Nie potrafi rano wyjść do pracy, zanim nie odmówi solidnie pacierza, tj. jednego „Ojcze nasz” i trzech „Zdrowaś Maryja”. Trudność polega na tym, że zaczyna mu to zajmować coraz wię­cej czasu, gdyż – jak wyjaśnia – „każde słowo musi być wypowiedziane wyraźnie, głośno i w pełnym skupieniu”. Wcześniej wystarczało mu kilka minut, teraz nierzadko pełna godzina to za mało, bo zbyt często się myli i rozprasza, a wtedy musi pacierz zaczynać od początku. Je­śli nie odmówi pacierza jak należy, to w ciągu dnia zwykle spotyka go za to jakaś kara.

To przykład zachowania, które za Katechi­zmem Kościoła Katolickiego śmiało można by nazwać zabobonem, tj. wypaczeniem postawy religijnej oraz praktyk, jakie ona nakłada (KKK 2111). Na czym polega to wypaczenie? Czy na tym, że ktoś chce w skupieniu i z powagą odmówić poranny pacierz? Nie, to jest bardzo dobra i chwalebna postawa. Czy na tym, że poranny pacierz trwa godzinę? Nie! Wielu lu­dzi modli się na początek dnia równie długo i nierzadko powtarza nawet krótszą formułę niż ta wspomniana wyżej (patrz: modlitwa Jezu­sowa). Sedno zabobonu tkwi w jego wymiarze duchowym, w teologicznej treści, która dotyczy obrazu Boga i relacji z Nim. Jak przypo­mina Katechizm, popaść w zabobon oznacza wiązać skuteczność modlitw lub znaków sa­kramentalnych jedynie z ich wymiarem mate­rialnym, z pominięciem dyspozycji wewnętrz­nych, jakich one wymagają.

W omawianym tu przypadku fiksacja na materialnej stronie modlitwy jest wyraźna. To, co jest mniej wyraźne, ale równie istotne, to obraz Boga, który wyłania się z takiej praktyki. Bóg jawi się jako sadystyczny oprawca czyha­jący na ludzkie pomyłki, a relacja z nim opiera się na ślepym posłuszeństwie. To jednak nie jest relacja z Bogiem, ale z jakimś wypaczo­nym Jego obrazem. To nie przypadek, że Katechizm umieszcza zabobon wśród grze­chów dotyczących pierwszego przykazania dekalogu: „Nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną!”. W zabobonie bowiem miejsce prawdziwego Boga zajmuje jakaś inna postać (bóstwo, duch nieczysty itp.), a jeśli się dobrze przyjrzeć, to okazuje się nią sam człowiek, bo za pomocą przewidzianych zabobonem dzia­łań kontroluje Boga, stawiając siebie ponad Nim.

Iluzje, które pomagają żyć

Jak żałosna i karykaturalna jest ta kontrola pokazuje wspomniany przykład skrupulanta. W sensie obiektywnym to nie on kontroluje rzeczywistość, ale raczej ona jego. W sensie subiektywnym ma on jednak poczucie pew­nej władzy nad własnym życiem. To oczywi­ście złudzenie, ale subiektywnie wewnętrzny świat, który skurczył się do serii dziwacznych rytuałów, jest znacznie bardziej „bezpieczny” i „przewidywalny” niż ten realny, który czai się gdzieś tam, poza zasięgiem kontroli, i dlatego prowokuje ogromny lęk. A przecież o okiełzna­nie lęku tu idzie i to nawet za cenę utraty kon­taktu z rzeczywistością. W myśl przysłowia: lepsze znane piekło niż nieznane niebo.

W lot łapiemy istotę problemu, kiedy ana­lizujemy przykład skrupulanta, dużo trudniej jest nam natomiast odnieść się do własnego życia. Łatwo diagnozujemy innych, a nawet dajemy im dobre rady. Naszych własnych za­bobonnych tendencji i przesądów nie nazywa­my po imieniu, wolimy używać eufemizmów, określając je niegroźnymi przyzwyczajeniami, prywatną pobożnością, bezwiednymi rytuała­mi lub co najwyżej słabościami, przy czym w całej pełni korzystamy z błogiej iluzji kontroli nad własnym życiem. A przecież zabobon może dosłownie siedzieć w pierwszej ławce na Mszy św., bo może on także dotyczyć kultu prawdziwego Boga, np. gdy przypisuje się ja­kieś magiczne znaczenie pewnym praktykom, nawet uprawnionym lub koniecznym (KKK 2111).

Nieodzowne jest więc dotknięcie problemu lęku i zrozumienie, dlaczego się przed nim bronimy.

Bać się, czy się nie bać?

Powyższe pytanie godne jest Szekspirowskiej emfazy, bo istotnie „oto jest pytanie”. Z jednej strony nie możemy zakazać sobie odczuwania emocji, ale z drugiej sama natura – by nie mó­wić wprost o tzw. mechanizmach obronnych -pomaga nam pogodnie uśmiechać się nawet w obliczu największego niebezpieczeństwa.

Im bardziej prymitywne są owe mechanizmy obronne, tym bardziej komuś stojącemu z boku włosy stają dęba na głowie. Często to nie lęk jest przerażający, ale to, do czego go­tów jest posunąć się człowiek, by go w sobie zagłuszyć. Czasem płaci się najwyższą cenę-traci się własne człowieczeństwo. Warto w tym miejscu przypomnieć głośny ostatnio przypa­dek Andreasa Breivika, który przygotowując się do ataku terrorystycznego na bezbronne dzieci i młodzież, obawiał się, że strach w cza­sie spełniania „misji” mógłby go sparaliżować i zatrzymać. Dlatego już zawczasu zaplanował, że nafaszeruje się sterydami powodującymi wzrost agresji i będzie słuchał sugestywnej muzyki z iPoda, by zagłuszyć jęki umierają­cych… .. A wszystko po to, by się nie bać.

Jak więc żyć, by nie zatracić własnego człowieczeństwa, a jednocześnie nie umrzeć ze strachu? Z przeciwstawnych elementów powyższego pytania należałoby uczynić nie tyle wzajemnie wykluczające się ekstrema, ale raczej dwa bieguny tej samej rzeczywi­stości, które potrzebują siebie nawzajem, by utrzymać niezbędną dla godnego życia rów­nowagę. Lęk przypomina nam bardzo podsta­wową, choć niewygodną prawdę, że jesteśmy stworzeniami, tylko stworzeniami. Choć nasze życie jest cudowne i wspaniałe, to jednocze­śnie niezwykle nieprzewidywalne i kruche. Wystarczy nieskoordynowany ruch kierownicą na ostrym zakręcie, a z kolorowych planów na przyszłość nie zostanie nic, dosłownie nic. Nie znaczy to jednak, że mamy zamknąć się w czterech ścianach i mdleć na samą myśl o możliwym niebezpieczeństwie. Przeciwnie, z tego realnego napięcia między dwoma biegu­nami należy uczynić koło zamachowe ducho­wego wzrostu, tak by pozytywna strona mogła przeważyć tę negatywną – by odwaga zwy­ciężyła tchórzostwo, wiara niewiarę, nadzieja beznadzieję, a duch mdłe ciało. W tym ducho­wym zmaganiu nie jesteśmy przecież sami, wspomaga nas Bóg, który chce być z nami w nieustającej relacji.

Straszną jest rzeczą wpaść w ręce Boga żyjącego (Hbr10,31)

Jesteśmy tylko stworzeniami, dlatego musimy odczuwać wobec naszego Stwórcy lęk i szacu­nek. Jednocześnie wiemy- bo przekonuje nas o tym Objawienie Boga w Jezusie Chrystusie – że Bóg jest miłością, dlatego nie mamy po­wodu, by lękać się Go ponad miarę. Wpaść w ręce Boga żyjącego, synonim śmierci w Starym Testamencie, w Nowym Testamencie nabiera zupełnie innej wymowy, bo oznacza wpaść w ręce miłosiernego Ojca, kochającego Oblubieńca czy też wszechogarniającego Du­cha. Miłość jest tym językiem, który w relacji z Bogiem powinien być pierwszy i podstawowy. A ponieważ miłość oznacza bezwarunkowe oddanie się drugiej osobie, dlatego nie ma mowy o żadnej kontroli nad nią, a tym samym nie ma miejsca na zabobony lub przesądy.

Co więcej, w miłości nigdy oddanie się dru­giemu nie jest jednostronne, ale zawsze jest obopólne. Bóg w tym dialogu miłości bynaj­mniej nie jest kimś biernym czy nieobecnym. Przeciwnie, On nas przebija tysiąckroć, wydając się w nasze ręce. Począwszy od daru zbawienia, którego owocem i uobecnieniem jest święta liturgia Kościoła, a kończąc na przykładach ciągłych interwencji Opatrzności Bożej, która każdego z nas nieustannie otula i strzeże. Paradoksalnie to, co w zabobonach i przesądach w sposób magiczny i ostatecznie bezowocny usiłuje się osiągnąć (kontrolę nad własnym życiem), to w żywym kontakcie z Bo­giem jest dane darmo i w nadmiarze. Przecież Chrystus, któremu otwieramy drzwi naszego życia, nie jest nikim innym, tylko tym samym Je­zusem z kart Ewangelii, który przychodzi, aby służyć, a nie żeby Jemu służono; przychodzi dać życie i to dać je w obfitości (por. J 10,7-11). Otwórzmy drzwi Chrystusowi szerzej i wpuść­my Go w nasze życie. Niech weźmie wszyst­ko, bo wtedy i my otrzymamy wszystko!

Stanisław Morgalla SJ
List 2/2013


Intencje Mszy Świętej

Sobota g. 19 oo Amelia urodzinowa 14 rocznica urodzin Dz-Bł o błogosławieństwo i wybór drogi życiowej zgodny z powołaniem

12 Niedziela Zwykła 21 czerwca 2020 r.

8 3o O Boże błog. dla Ewy z podziękowaniem za dar życia od męża i synów

10 oo Czarna Łąka int. wolna………………………………………………………

12 oo + Jan (Imieninowa) o życie wieczne.

19 oo +Mariusz (brat) w rocznicę śmierci.

Poniedziałek g.19 oo +Jan Podgórski 25 rocznica śmierci.

Wtorek g. 19 oo Mszy Św. nie będzie.

Środa g. 19 oo +Helena, +Stanisław, +Jerzy Wróblewscy

Czwartek g. 19 oo Paweł 50 rocznica urodzin o błogosławieństwo Boże.

Piątek g. 17 3o Czarna Łąka int. wolna………………………………..

g. 19 oo +Marek w miesiąc po pogrzebie

Sobota g. 12 oo Msza Św. i komunia Św. Wojtka

g. 19 oo +Jerzy Kowalczyk, +Szczepan Kupski

13 Niedziela Zwykła 28 czerwca 2020 r.

8 3o +Aniela 2 rocznica śmierci, o niebo

10 oo Czarna Łąka int. wolna………………………………………………………

12 oo Dorota, Bogusław Borowski 36 rocznica ślubu

19 oo +Anna Muc, +Aleksandra Jasińska


Caritas – dzisiaj prowadzi sprzedaż świec, a w najbliższą niedzielę zostanie przeprowadzona zbiórka do puszki na Kolonie Caritas 2020. Przypomnę, że Caritas każdego roku organizuje kolonie dla dużej liczby dzieci z rodzin uboższych. Mimo różnych trudności i w tym roku organizuje pomoc w wyjazdach dla tych dzieci.

„Zapraszamy wszystkich do Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa w piątek, 19 czerwca br., gdzie będą miały miejsce szczecińskie obchody Uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa. Modlitwa będzie przebiegała według następującego porządku: o godz. 18.00 odbędą się nieszpory w kościele, następnie procesja eucharystyczna wokół Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa, zawierzenie miasta Szczecina i Archidiecezji Najświętszemu Sercu Jezusowemu i o godz. 19.00 uroczysta Msza Święta pod przewodnictwem Ks. Arcybiskupa Metropolity Andrzeja Dzięgi.”