Przepisy Kościoła dotyczące dni pokuty i praktyk pokutnych:

  • wszyscy wierni, każdy na swój sposób, obowiązani są na podstawie prawa Bożego czynić pokutę. Żeby jednak wszyscy przez wspólne zachowanie pokuty złączyli się między sobą, zostają nakazane dni pokuty, w które wierni powinni modlić się w sposób szczególny, wykonywać uczynki pobożności i miłości, podejmować akty umartwienia siebie przez wierniejsze wypełnianie własnych obowiązków, zwłaszcza zaś zachowywać post i wstrzemięźliwość;
  • w Kościele dniami i okresami pokuty są poszczególne piątki całego roku i czas Wielkiego Postu. W okresie Wielkiego Postu katolik nie powinien brać udziału w hucznej zabawie ani jej urządzać. Wstrzemięźliwość od spożywania mięsa należy zachowywać we wszystkie piątki całego roku, chyba że w danym dniu przypada uroczystość. Natomiast wstrzemięźliwość i post obowiązują w Środę Popielcową oraz w Wielki Piątek;
  • Prawem o wstrzemięźliwości są związane osoby, które ukończyły 14. rok życia aż do śmierci, prawem zaś o poście są związane wszystkie osoby pełnoletnie, czyli te, które ukończyły 18. rok życia aż do rozpoczęcia 60. roku życia;
  • dla słusznej przyczyny ksiądz proboszcz może dyspensować od obowiązku zachowania pokuty lub wstrzemięźliwości od spożywania mięsa, albo dokonać zamiany tego obowiązku na inne uczynki pobożne. Trzeba się jednak zwrócić do niego w tej sprawie osobiście, telefonicznie lub przez Internet. Władze kościelne nie zwykły udzielać dyspensy na Środę Popielcową i Wielki Piątek.

Przekaż 1% podatku na rzecz przebudowy Kościoła w Załomiu KRS 0000239323 z dopiskiem „Przebudowa Załom”.

 


FEBRIS HECTICA – GORĄCZKA TRAWIĄCA
czyli
SŁOWO NA NIEDZIELĘ.

W miniony czwartek (5.02.2015), w czasie porannej mszy św. w kaplicy Domu Św. Marty, Papież Franciszek powrócił w homilii do swojego ulubionego porównania Kościoła do szpitala polowego, gdzie zadaniem sług Chrystusa jest opatrywanie zranionych. „Taka jest misja Kościoła: ma on uzdrawiać, leczyć. Czasem mówiłem o Kościele jako szpitalu polowym. To prawda. Iluż mamy poranionych! Ilu ludzi potrzebuje opatrzenia ran! To jest misją Kościoła: leczenie ran serca, otwieranie drzwi, uwalnianie, głoszenie, że Bóg jest dobry, że wszystko przebacza, że jest czułym Ojcem, że Bóg zawsze na nas czeka…” – powiedział Papież.

Od kilku tygodni pochylamy się nad kolejnymi wydarzeniami z życia Jezusa, które skrupulatnie zanotował św. Marek Ewangelista. Dostrzegamy Jezusa powściągliwego w mowie, bardziej natomiast aktywnego w czynie. Wciąż spotyka się z nowymi ludźmi, których powołuje i ustanawia swoimi uczniami, uwalnia od zła, uzdrawia. Przed tygodniem egzorcyzmował opętanego, uwalniając go ode demonów. Dzisiaj uzdrawia teściową Piotra, a także „wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzuca” (por. Mk 1,34). Przed tygodniem ustaliliśmy, że to Bóg, a nie demon, ma być w centrum naszego życia. Dzisiaj natomiast uświadamiamy sobie, że również duchowe choroby skutecznie od Niego nas odwodzą.

Gorączko to nie choroba. To zespół symptomów wskazujących, że choroba postępuje, a stan pacjenta nie jest zbyt wesoły. W życiu duchowym zaś, gorączka może symbolizować szatana i zło, które skutecznie unieruchamia człowieka i trawi jego życie. Koszt duchowej gorączki dla duszy zawsze jest bardzo wysoki. Może nam towarzyszyć gorączka nadmiernej wiary w siebie i wyniosłości, buńczuczności i braku wrażliwości na innych. To skutek choroby pychy i nowotworu egoizmu. Istnieje gorączka hedonistycznego używania bogactw, która będzie objawem choroby chciwości. Znamy gorączkę władzy, zdolną zabić w człowieku uczucia wyższe i potrafiącą stłumić zdolność oceny rzeczywistości. Nazwą tej choroby jest władza totalitarna. Bardzo wiele osób cierpi na gorączkę pożądliwości, rozpalającą do czerwoności ludzką wyobraźnię. Ta gorączka, pozornie tylko niegroźna, zwiastuje śmiertelną chorobę nieczystości. Może nam doskwierać schorzenie zazdrości, którego symptomem będzie gorączka chęci kontroli nad innymi i frustracja oraz niezadowolenie z czyjegoś powodzenia. Z własnego doświadczenia wiemy także, że istnieją inne poważne choroby duchowe, jak nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew czy lenistwo. Każda z tych chorób ma sobie właściwą gorączkę. Bardzo niebezpieczna jest gorączka nienawiści, która potrafi popchnąć do niszczenia życia innych. To choroba patologicznego obrazu Boga i człowieka.

Cierpimy na rozmaite dolegliwości. Są jednak tacy, którzy zamiast podjąć leczenie, wolą potłuc termometr. Są też tacy, których choroba – grzech jest sensem życia. My natomiast, świadomi swoich chorób, zmęczeni doskwierającą nam gorączką, jak Hiob wołamy w beznadziei: „Zyskałem miesiące męczarni, przeznaczono mi noce udręki” (por. Hi 7,3 – pierwsze czytanie). Dlatego, jako chorzy i słabi przychodzimy do Kościoła, który jest niezwykłym szpitalem. Spotykamy się z Jezusem przychodzącym do nas w sakramentach i ufamy w uzdrowienie, powtarzając za Psalmistą naszą modlitwę: „Panie, Ty leczysz złamanych na duchu” (por. Ps 147,1-6) . A on – Christus Medicus – bierze na siebie nasze słabości i nosi nasze choroby (por. Mt 8,17). Autentyczny kontakt z Jezusem, nawet najdrobniejszy, jest lekarstwem na wiele chorób. Spotkanie z Nim zawsze przemienia nasze życie. Nie trzeba się go bać, niczym spotkania z pielęgniarką, która musi zrobić nam bolesny zastrzyk. Bóg jest dobry, wszystko przebacza, jest czułym Ojcem i zawsze na nas czeka (por. Franciszek, Homilia w czasie porannej mszy św. w kaplicy Domu Św. Marty, 5.02,2015 r.).


Konwencja kosztowna i do niczego niepotrzebna


Łzy oprawcy z Auschwitz

Państwowe Muzeum Auschwitz – Birkenau w Oświęcimiu w 2013 roku opublikowało skromną książkę o zupełnie niewinnym tytule Życie prywatne esesmanów w Auschwitz.

To dosyć ciekawa lektura, która pozwala wejść, dzięki relacjom polskich dziewcząt i kobiet służących w domach esesmanów, w trzewia przyobozowego życia.

Dowiadujemy się zatem kto hodował króliki i gęsi. Dowiadujemy się, który z esesmanów bał się swojej żony i polskiej służącej potajemnie przekazywał pieniądze, tak aby żona o tym nie wiedziała. Dowiadujemy się kto robił sobie kpiny z całego tego nazistowskiego systemu i ze swoją krewną wysyłał do niemieckiego kina polską służącą w przebraniu. Tak, aby nikt się nie połapał, że wchodzi tam ktoś, kto nie ma do tego prawa. Dowiadujemy się, która żona esesmana robiła zupę (wbrew przepisom) dla pracujących u niej więźniów. Dowiadujemy się i tego, że niektórzy esesmani flirtowali z służącymi. Flirtowali mówiąc po polsku, bo te nie znały niemieckiego.

W tych relacjach na szczególną uwagę zasługują trzy wspomnienia.

Elza Abt (numer obozowy 24402), Niemka z Łodzi osadzona w Auschwitz za to, że była świadkiem Jehowy, została skierowana do pracy w domu jednego z esesmanów. Dostarczono jej egzemplarz Biblii, której jednak nie mogła czytać jawnie. Dlatego czasami zamykała się na dłuższy czas w toalecie i tam czytała Pismo.

Janina Szczurek, polska krawcowa, która została zmuszona do pracy dla Rudolfa Hössa, dowódcy Auschwitz – Birkenau, opowiada, że pewnego dnia dzieci komendanta bawiące się w ogrodzie ich willi i podglądający pracę więźniów, poprosiły, aby uszyła im opaski z oznakami jakie nosili więźniowie. Klaus, najstarszy syn Hössa, nałożył sobie opaskę z napisem „kapo”. Pozostałe dzieci miały swoje oznaczenia. Zadowolone, biegały po ogrodzie, dopóki nie napotkały swojego ojca, który pozrywał im te „ozdoby” i zakazał takich zabaw.

Największe wrażenie robi jednak relacja Heleny Kłysowej dotycząca postaci Gerharda Palitzscha- jednego z największych oprawców w Auschwitz. Zjawił się w obozie w maju 1940 roku razem z transportem 30 niemieckich więźniów – kryminalistów, którzy mieli objąć funkcje w tworzącym się obozie koncentracyjnym. Miał wtedy 27 lat.

Przypisuje mu się śmierć tysięcy ludzi, których zabijał w Bloku 11 i  przy Ścianie Śmierci. Uczestniczył w egzekucjach Żydów i Cyganów. Był jednym z organizatorów i wykonawców pierwszego gazowania więźniów w Auschwitz. W 1943 roku został jednak oskarżony przez przełożonych z SS o korupcję oraz  współżycie z żydowskimi i cygańskimi kobietami (według relacji świadków były to gwałty). Według terminologii nazistowskiej deprecjonował rasę aryjską. Ostatecznie został usunięty z SS i w 1944 poległ w okolicach Budapesztu.

Wspomniana przeze mnie Helena Kłysowa opowiada  o chorobie żony Palitzscha, która była hospitalizowana w Katowicach. Palitzsch często do niej jeździł. Po jednej z takich wizyt polska opiekunka usłyszała głośny płacz, który przeszedł w żałosne skowyczenie. Esesman wszedł do pokoju dzieci, zaczął tulić je i całować, mówiąc przy tym, że nie mają już matki.

Czytam tę relację i zastanawiam się czym był płacz tego człowieka? Świadectwem ludzkich uczuć jednego z oprawców z Auschwitz czy też dowodem na to, że nasze życie emocjonalne jest jednym, a moralność czym zupełnie innym? Nie wiem.