Uwaga!!!!! Od 1 Maja nastąpi zmiana wieczornej Mszy Św. zarówno w Niedzielę i święta, jak i w tygodniu będzie odprawiana o g. 19 oo, a nie jak do tej pory o g. 18 oo!!!!!


Marcin Jakubionek
Demony ukryte

 

Z Zenonem Waldemarem Dudkiem, psychiatrą i terapeutą, rozmawia Marcin Jakubionek.
Czy demona można zobaczyć?
Można, demony szczególnie upodobały sobie nasze sny, wiele z naszych koszmarów to obrazy postaci demonicznych, szatańskich, przerażających, obezwładniających. Pojawiają się również na jawie. Tyle, że ci, którzy mogą je wówczas zobaczyć, najczęściej unikają z nimi kontaktu. Zresztą bardzo słusznie, gdyż niedojrzali psychicznie ludzie mogą zostać przed demona zniewoleni, utracić tożsamość, albo po prostu… zwariować.
Mówi Pan to z takim przekonaniem, jak mój dziadek. Każdego wieczoru opowiadał jakąś historię o demonach. Raz przed nimi uciekał, innym razem przeganiał je, gdzie pieprz rośnie. Wszyscy jednak wiedzieli, że dziadek lubi czasem zmyślać. Pan jest psychiatrą… Nie widzę w tym nic dziwnego. W ludowych opowieściach o demonach jest wiele mądrości. Choćby to, że demonom lepiej nie wchodzić w drogę, bo mogą nam zrobić krzywdę, że niekiedy trzeba i warto się z nimi zmierzyć, ale tylko wtedy, jeśli jesteśmy do tego wewnętrznie przygotowani (np. zintegrowani, spokojni, pozbawieni pychy).
Niestety wiedza ta została zapomniana, odłożona do lamusa. Dziś jednak psychologia coraz częściej do niej wraca. Takim przykładem jest psychologia głębi Junga.
 
Ale po co do tego wracać? Wydaje mi się, że w świecie bez demonów, diabłów żyłoby się nam lepiej.
Tak twierdzą twórcy utopii, fantastycznych wizji światów, w których nie ma konfliktów społecznych, chorób, śmierci, wszyscy są szczęśliwi i uśmiechnięci. Takie fałszywe i płaskie, obrazki rajskiej rzeczywistości, znamy też z reklam: ludzie piękni, „wyprasowani” i ich luksusowe auta, wspaniałe domy, mili sąsiedzi, sympatyczni policjanci, a nawet niegroźni złodzieje. Sam lukier. To przesładzanie stanowi strategię reklamową, ale kiedy odwrócimy oczy od bilbordów, możemy zobaczyć, jak demoniczna to wizja. Ludzie dożywają swych dni w domach starości, umierają w hospicjach, cierpią z samotności, mieszkając w wielkich metropoliach lub gdzieś na obrzeżach miast. Tak się kończy próba alienacji Cienia, tego, co mroczne, destrukcyjne, związane ze słabością, śmiercią i cierpieniem.
Wydaje się nam, że przechytrzyliśmy wszystkie diabły i demony, ale one – jak widać – wciąż istnieją i nawet nieźle się mają
Gdzie istnieją?
Tam, gdzie zawsze… W nas samych.
Demony, czyli kto?
Wspomnę tu o Jungu, który rozumiał demony jako pewien nabyty lub wrodzony autonomiczny „kompleks psychiczny”, zlepek emocji i wyobrażeń, który potrafi wywoływać w jednostce lub zbiorowości określone uczucia, myśli i skojarzenia. Jest on autonomiczny, bo dysponuje niezależną od świadomości siłą, która działa wbrew naszej wiedzy, charakterowi czy naturze. Ten kompleks potrafi pozbawić nas władzy nad ciałem, wmawiać, że jesteśmy kimś innym, ale równie dobrze oczarowywać, euforyzować jak narkotyk. Może także sprawiać, że będziemy zajmowali się sprawami błahymi i śmiesznymi, jakby od nich zależał nasz los i istnienie świata.
 
Demony mogą być wrodzone?
Tak, w takim sensie, że towarzyszą naturalnemu doświadczeniu i mogą działać już od momentu urodzenia. Tak twierdził Jung. Kompleksy wrodzone, inaczej archetypy, to – mówiąc w skrócie – najbardziej pierwotne obrazy, które w formie symbolicznej są obecne w każdej kulturze i we wszystkich epokach. W nich nieświadomie przekazywane są z pokolenia na pokolenie wzory zachowań i ideały, a także wiedza o tym, kim jesteśmy, jaki jest świat i nasze miejsce w nim. Archetypy nadają formę najważniejszym doświadczeniom przeżywanym przez każdego z nas, takim jak miłość mężczyzny do kobiety, macierzyństwo, ojcostwo, śmierć i wiara w Boga. Kompleksy archetypowe mają jeszcze tę szczególną właściwość, że są spolaryzowane, czyli posiadają biegun pozytywny (konstruktywny, kreatywny) i negatywny (destrukcyjny).
Jednym z przykładów takiego wrodzonego kompleksu jest archetyp Matki. Po jego pozytywnej stronie znajdują się takie wartości jak: życie, poświęcenie, troska, czułość. Ich przeciwieństwem są zaś: choroba, śmierć, lęk, bezradność. Chociaż są to wartości negatywne, destrukcyjne poprzez nie też wyraża się dojrzałe macierzyństwo. Matka nie tylko pielęgnuje i troszczy się o dziecko, ma także przygotować je do dorosłego życia, a to oznacza, że nie będzie go wiecznie trzymała za rączkę, że pozwoli mu się przewrócić, popełniać błędy, poznać, czym jest lęk i zagrożenie.
Jeżeli z jakichś powodów ten dziedziczny wzorzec ulegnie rozszczepieniu, archetyp Matki będzie postrzegany i wyrażany jednostronnie, np. od strony skrajnie pozytywnej, wówczas pojawia się coś, co Jung nazywał owładnięciem przez kompleks albo opętaniem. Przykładem owładnięcia jest nadopiekuńcza matka, która poświęca bezgranicznie wszystko dla swojej pociechy. Obdarza dziecko przesadną i zaborczą miłością, chucha i pieści, spełnia kaprysy, a przy okazji chroni przed wszelkimi, najczęściej wyimaginowanymi, niebezpieczeństwami. Ponieważ matka wybrała skrajnie pozytywny wzór macierzyństwa, dziecko może wchłonąć jego przeciwieństwo, będzie bezradne i zakompleksione.
A jaka będzie negatywna strona tego archetypu?
To będzie na przykład kobieta, która walczy ze swoim instynktem macierzyńskim. Broni się przed posiadaniem dzieci, odczuwa lęk przed ciążą, może nawet nieświadomie życzyć dziecku śmierci, przeklinać go lub dosłownie zamęczać. Podczas spotkań terapeutycznych wielokrotnie rozmawiałem z matkami, które uważały, że dzieci odebrały im młodość, radość życia i szczęście. Ciąża – jak twierdziły – przekreśliła ich plany na przyszłość, oznaczała małżeństwo z osobą, której nie kochały, koniec kariery zawodowej, wolności. Macierzyństwo było dla nich nie wyrazem wewnętrznej potrzeby, ale niezrozumiałym wyrzeczeniem, ofiarą i cierpieniem. Czuły się nieszczęśliwie i nieświadomie unieszczęśliwiały swoje dzieci. Taka matka na zewnątrz zachowuje pozorny spokój, nie ujawnia otwarcie negatywnych uczuć i emocji. Wysyła dziecku pozytywne sygnały, ale zawarta jest w nich niechęć, a czasami nawet nienawiść. Mówi: „Jestem taka dobra, a ty mnie tak denerwujesz. Przecież to wszystko robię dla ciebie”. Zmusza dzieci do wyrzeczeń, cierpienia, nieświadomie oczekuje, aby czuły i doświadczały tego samego, co ona. Tak powstaje spirala negatywnego poświęcenia. W końcu demon macierzyństwa się materializuje – dziecko staje się ofiarą skrywanych emocji matki, jej złych decyzji, zdarza się, że wpada w depresję, ma myśli samobójcze.
Każde przesadne akcentowanie jakiejś wartości kończy się takim opętaniem przez kompleks?
W zasadzie tak, widać to zwłaszcza w odniesieniu do wartości podstawowych. Jung wymienia jeszcze kilka wiodących archetypów, które mogą przyjmować formy demoniczne np. archetyp Animy (wzorzec kobiecości w mężczyźnie), Animusa (wzorzec męskości w kobiecie), Starego Mędrca (wzorzec ducha), Jaźni (obraz Boga), Cienia (absolutne Zło, obraz szatana). W przypadku rozszczepienia może nami owładnąć demon kobiecości (wampirzyca, czarownica, diablica), demon męskości (wilkołak, wampir) i inne. Osoba opętana przez negatywny biegun archetypu będzie mówić: „Wszyscy mężczyźni są źli, wszystkie kobiety są do niczego, macierzyństwo to katorga i wyrzeczenie, dzieci są jak wampiry, Bóg to tyran”. Natomiast w przypadku absolutyzacji jakiejś wartości z bieguna pozytywnego usłyszymy: „Bądź grzeczny, miły, nie denerwuj się, nie pokazuj tatusiowi języka, wszystkie kobiety są idealne, wszyscy mężczyźni to wspaniali faceci, możesz czynić zło, a i tak nic się nie stanie, o nic się nie staraj, manna spadnie ci z nieba”.
cdn.

Poruszające świadectwa śmierci Jana Pawła II

„W momencie kiedy Ojciec Święty skonał, dostrzegłem niezwykły kontrast….”, „Słyszałem to osobiście, a także, na końcu, po południu – ale to słyszała jedna z sióstr”, „Jana Paweł II przypominał mi Chrystusa” – przeczytaj poruszające świadectwa śmierci Jana Pawła II.

 

W 11. rocznicę przejścia Jana Pawła II do Domu Ojca publikujemy świadectwa osób, które były obecne wówczas w apartamentach papieskich: ks. prof. Tadeusza Stycznia, kard. Stanisława Dziwisza i dr. Renato Buzzonetti, papieskiego lekarza:
Ks. prof. Tadeusz Styczeń: Ostatnie chwile…
W momencie kiedy Ojciec Święty skonał, dostrzegłem niezwykły kontrast. Jeszcze niedawno ten niezwykły ból na jego twarzy. To skrępowanie przyrządami, które miały pomóc przedłużyć mu życie. On, który widzi swoją wierność Ojcu przez to, że służy, ale służąc ma prawo, żeby mu nie skracać drogi cierpienia do Ojca. Byłem świadkiem, jak podnosił ręce skowane. Czy nie prosił Ojca: bo jeśli to jest rzeczywiście dość, to chyba niech moi opiekunowie – jacy dobrzy, byłem tego świadkiem – rozumieją i to, że ja mam prawo oddać życie, a nie zatrzymywać życie, że Ty jesteś tym, który rozstrzyga. I te ręce, które oglądał cierpiący Papież i wysoko podnosił, jak gdyby wołał.
Ukochane siostry i bracia, ta twarz cierpiącego, uległa, chyba słowo właściwe jest – pojawiła się na niej, jak gdyby z impulsu Tego, który konając skonał, ta twarz pojawiła się nieoczekiwanie jako twarz kogoś uśmiechniętego, skłoniona w stronę poduszki, która wyglądała – ja wiem? – jak baranek czy owieczka, i uśmiechnięty w tamtą stronę tak stygnął. Nikt nie śmiał interweniować, wszyscy czekali z całą procedurą obowiązującą. Ja nie wytrzymałem. Miałem w kieszeni dwa różańce, dotknąłem rąk, delikatnie mi powiedziano, że nie wolno, bo już ciało podlega zabiegom, zaraz potem wykonywanym dyskretnie, ale zgodnie z obowiązkami. A ja przecież ciągle widziałem – i uważam, że chyba lepiej ode mnie osoby, siostry zakonne, siostra pielęgniarka, chyba geniusz kobiety na tym polega, że odczytywały lepiej ode mnie ten uśmiech, który jak gdyby nie konał, ale pozostawał żywy, coraz bardziej wymowny. Tracił linię, charakter poduszki, na której oparło się oblicze zmarłego i wyglądało, jak gdyby spotkanie ocalonej owieczki czy ocalonego baranka. I w tym momencie jak gdyby odpowiednie stopnie tego, więcej, że oto wykonał wielkie zadanie ten, któremu powierzono zadanie pasterza, ze względu na które to zadanie jednak Bóg Ojciec postawił mu skrajnie wielkie wymagania. Chodzi o to, żeby wyrównać wielkość sprzeniewierzenia się tych owieczek w taki sposób, żeby trafiło to do nich, żeby wiedziały na czym polega ich odkupienie.
I w tym czasie, kiedy pojawiły się na placu te odgłosy, nie sposób było inaczej to wiwatowanie tam przeżywać, jak – chociaż oni jeszcze nie wiedzieli o zgonie, nikt ich do tego nie prowokował. I właśnie to on ich tak zainspirował, że z własnej inicjatywy przyszli, tworzyli grupki, z tych grup stworzyła się jedność wołająca i ciesząca się, że mają tak wiernego pasterza i że jego wierność polega na tym, że stawia im ogromne wymagania! Chodzi o identyczność, to trzeba zapamiętać, jako wymóg tego, że się jest sobą. Pamięć i tożsamość. Zostaje cena okupu za to wszystko i uśmiechnięty dalej przy tym wszystkim pasterz.
Jego twarz, twarz zupełnie innego człowieka niż ten, którym był dzień przedtem, dwa dni przedtem. Jeszcze wiele dni przedtem, kiedy w jego kaplicy po wielu latach zaśpiewałem znowu Exultet, ten hymn o winie szczęśliwej, która stała się powodem przyjścia Odkupiciela. Poproszono mnie, żeby to zaśpiewać po łacinie. Ojciec Święty wszystkiego tego mógł jeszcze wysłuchać i cieszył się, to było widoczne.
Tu jest ta sama młodzież, a równocześnie czy wolno powiedzieć młodzież? Przecież tu chodzi o kogoś, kto z osobna jest kimś zupełnie niezwykłym, nieporównywalnym z nikim drugim, jest poniekąd absolutem osobowości, to znaczy osobności. Tak, wszyscy jesteśmy siostrami i braćmi, a jednocześnie dla Boga bez ciebie konkretnego cały ten świat dla Niego nie byłby tym samym światem, dlategoś jest! Bóg jest zazdrosny o ciebie. Uwierzmy w tę miłość do nas.
To wszystko jest jakąś wielką harmonią radości w tym bólu, z powodu którego ja, byłem tak blisko, powiedziałem „nie”, gdy mnie poproszono o wywiad, tłumacząc się tym, jeszcze w Rzymie, że ktoś, komu umiera ojciec i on jest przy tym, nie mówi do telewizji o tym.
Czas biegnie, emocje słabną, ale chodzi o taką wielką prawdę, która polega na tym, że w pewnych istotnych momentach przeciwieństwa chodzą razem, nie wykluczają się, ale stanowią jakieś specyficzne „i”. I dlatego ja kończąc, chcę się z wami podzielić tym, że nam nie wolno nie radować się z tego, że odszedł taki ojciec, ale równocześnie, że wolno też, trzeba zapłakać, że go już nie ma. Dopiero wtedy jest pełnia i umiejmy walczyć w sobie o tę równowagę. Żeby to było jakimś przyczynkiem, kim Bóg Ojciec jest w stosunku do nas, skoro nam swojego Syna dał, by w ten sposób, nikogo nie gwałcąc, skłonił człowieka, by sam wybrał tego, który jest jego ojcem. Tego, który jest jego Ojcem, dał swojego Syna nam ludziom za brata. Oczekuję, żebyśmy z tym szli do naszych domów, i roznosili radość okupując ją świadomością cierpienia i braku, i pustki, że jego nie ma, że jest tam. Ale on się tak nam zjawił w tym cierpieniu, w tym bólu, który czuł do końca! Do końca umiłowawszy ich na tym świecie, do końca ich umiłował. Do tego stopnia, że została dopełniona jakaś nieskończona miara, i w związku z tym ta pustka otwiera miejsce na niewyczerpaną, głęboką radość. I żyjmy tą radością. To jest dzień radości, dzień zmartwychwstania. Dzień, który dał nam wszystkim Pan.
*Świadectw to, ks. prof. Tadeusz Styczeń wygłosił 5 kwietnia 2005 r. w kościele akademickim w Lublinie na zakończenie Mszy św. z okazji 50-lecia swoich święceń kapłańskich.

 

Kard. Stanisław Dziwisz: Jan Paweł II był przytomny niemal do końca…
Jan Paweł II niemal do ostatniej chwili życia był przytomny, słyszał modlitwy wiernych zebranych na Placu św. Piotra, a przed śmiercią wypowiedział słowa „Totus Tuus” – ujawnił osobisty sekretarz Ojca Świętego, abp Stanisław Dziwisz w wywiadzie dla włoskiej telewizji Canale 5.
„W tych ostatnich chwilach, gdy byliśmy przy nim, widzieliśmy, że śmierć była dla niego jakby przejściem z jednego pokoju do drugiego, z jednego życia w drugie. W tych dniach słychać było wszystko: plac, modlitwy, śpiewy, okrzyki, obecność młodzieży. On zdawał sobie z tego sprawę, ponieważ był przytomny do końca, prawie do końca. Także ostatniego dnia, w sobotę, był bardzo przytomny” – stwierdził arcybiskup.
Pytany o ostatnie słowa Jana Pawła II, abp Dziwisz odpowiedział: „Na pewno «Totus Tuus», słyszałem to osobiście, a także, na końcu, po południu – ale to słyszała jedna z sióstr, które były blisko – powiedział: «Pozwólcie mi odejść do Pana»”.
„W tych ostatnich godzinach jego życia w domu panował ogromny spokój: On wiedział, że jego przeznaczeniem był Pan. Żadnego lęku, wielki spokój. Ostatniego dnia poprosił, by całymi godzinami czytano mu Ewangelię. Ostatniego dnia ktoś z nas czytał Ewangelię według świętego Jana, po czym odprawiliśmy Mszę św., ponieważ przyszła nam do głowy natchniona myśl: odprawić Mszę ku czci Bożego Miłosierdzia, nadchodziły bowiem sobota i niedziela Miłosierdzia Bożego. Odprawiliśmy tę Mszę około ósmej i daliśmy Ojcu Świętemu wiatyk, kilka kropli Przenajdroższej Krwi. Ewangelia była bardzo piękna: «Pan przyszedł do wieczernika». Modliliśmy się bardzo: «Niech Pan przyjdzie w tym momencie». A potem trwaliśmy do ostatniego uderzenia serca, kiedy doktor Buzzonetti powiedział: «Odszedł do domu Pana», nie odmówiliśmy: «Wieczny odpoczynek», ale zaśpiewaliśmy «Te Deum». Nie żałoba, ale dziękczynienie. On napisał w swoim testamencie, aby także jego śmierć przyczyniła się do dzieła ewangelizacji” – opowiadał abp Dziwisz.

 

Osobisty lekarz Papieża: Jan Paweł II przypominał mi Chrystusa
Umierający Jan Paweł II przypominał mi Chrystusa, z tą różnicą, że Chrystus na krzyżu mógł mówić, Papież zaś odchodził w milczeniu. Tą refleksją dzielił się z rzymskim dziennikiem „La Repubblica” doktor Renato Buzzonetti.
Dr Buzonetti podkreślił, że jako specjalista w dziedzinie gastroenterologii i hematologii, zdaje sobie sprawę ze śmiałości swego porównania, ale nie potrafi tego wyrazić inaczej. 81-letni włoski lekarz Ojca Świętego towarzyszył mu od początku pontyfikatu do ostatniej chwili.
„Daleki jestem od ulegania pokusie tego rodzaju porównań, takie jednak miałem wrażenie w dniach, które spędziłem w pokoju Ojca Świętego”, powiedział papieski lekarz osobisty.
„Chrystus z krzyża mógł przemówić do swoich oprawców, do apostołów, do Matki Bożej… . Ojciec Święty nie był w stanie wymówić ani słowa przed odejściem… . Można go jednak było doskonale zrozumieć. Owszem, to długie, niekończące się milczenie cechowało w mistrzowski sposób końcową lekcję jego nadzwyczajnego pontyfikatu. Przemawiał spojrzeniem, łagodnością oczu, poddaniem się typowym dla wielkiego mistyka, stawiając w centrum światowego zainteresowania swój fizyczny ból, i zrozumiano go”.
Doktor Buzzonetti zarzuca jednocześnie mediom „hałas wokół cierpień Papieża”. „Czasem należało wykazać więcej szacunku dla choroby Ojca Świętego. Mam tu na myśli przede wszystkim niepowstrzymaną pogoń medialnego cyrku za tym, by ‚opowiedzieć’ o tym, co działo się na trzecim piętrze Pałacu Apostolskiego czy w klinice Gemelli”.
Była to – jak podkreśla – dla niego osobiście „niepowtarzalna lekcja zawodu i życia, za którą bez ustanku będę dziękować Bożej Opatrzności, która dała mi spotkać takiego Papieża jak Jan Paweł II”.


NIEDZIELA WIELKANOCY. ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO 27 marca 2016

OGŁOSZENIA DUSZPASTERSKIE

Msze Św. w niedzielę – 8 3o, 10 oo Czarna Łąka, 12 oo i 18 oo.

W tygodniu g 18 oo. Czarna Łąka Piątek g. 17 oo

Nabożeństwa

Nowenna do Matki Bożej Nieustającej Pomocy Środa g. 18 oo

Nowenna do Bożego Miłosierdzia w Poniedziałek Wielkanocny g. 8 2o. w pozostałe dni przed Mszą Św. o g. 18 oo.

Modlitwa w intencji powołań kapłańskich i zakonnych czwartek po Mszy Św. o g. 18

Wystawienie Najświętszego. Sakramentu i litania do NSPJ piątek po Mszy Św.

Małe Jerycho – sobota g. 9 oo, poprzedzone Nabożeństwem do Niepok. Serca NMP.

Sakrament pokuty codzienne na ok. pół godziny przed Mszą Św.

  1. Od pustego grobu, Drogim Parafianom i Gościom, pragnę przekazać najserdeczniejsze życzenia, aby zmartwychwstały Pan i Zbawiciel opromieniał swoją łaską i błogosławieństwem każdą chwilę życia i by udzielał zdrowia i wszelkich potrzebnych darów.
  2. Jutro Poniedziałek w oktawie Wielkanocy. Msze Święte jak w każdą niedzielę. Składka
    z drugiego dnia świąt będzie przeznaczona na utrzymanie KUL-u i Wydziału Teologicznego (Arcybiskupiego Wyższego Seminarium Duchownego) w Szczecinie.. Chociaż tylko jutro jest dzień wolny od pracy, postarajmy się
    w naszych domach i rodzinach utrzymać świąteczny charakter całej paschalnej oktawy – do przyszłej niedzieli włącznie. Przywróćmy w naszych rodzinach wielkanocne pozdrowienie Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał! i w dniach oktawy się nim pozdrawiajmy. Postarajmy się w kolejnych dniach uczestniczyć w Eucharystii. W dniach oktawy bowiem będziemy śpiewać hymn uwielbienia Chwała na wysokości Bogu, a w Modlitwie Eucharystycznej usłyszymy, że „obchodzimy święty dzień Zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa”.Z racji oktawy w najbliższy piątek nie obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.
  3. Pragnę podziękować wszystkim za przygotowanie naszego parafialnego kościoła do przeżywania tych najważniejszych świąt chrześcijańskich: za jego posprzątanie, przygotowanie dekoracji, śpiewów liturgii na czas Triduum Paschalnego oraz za czynny i żywy udział w liturgiach minionych dni. Niech Wam wszystkim dobry Bóg wynagrodzi obfitością swojej łaski.
  4. Podczas paschalnej oktawy będziemy przeżywać czwartek przed pierwszym piątkiem, pierwszy piątek i pierwszą sobotę miesiąca. W te dni zapraszamy do kościoła na wspólną modlitwę: w czwartek w intencji powołań do służby Bożej, w piątek do Najświętszego Serca Jezusowego, w duchu wynagrodzenia za grzechy nasze i całego świata, w sobotę – na Małe Jerycho.
  5. W przyszłą niedzielę będziemy obchodzić niedzielę Miłosierdzia Bożego i rozpoczniemy Tydzień Miłosierdzia. Naszym przygotowaniem do tego święta niech będzie codzienne odmawianie koronki do Bożego Miłosierdzia, wspólnie koronkę będziemy odmawiać przed każdą Mszą Świętą.
  6. Spotkania grup duszpasterskich.

Środa – spotkanie wspólnoty Różańcowej o g. 17 oo w refektarzu.

Piątek 18 45 spotkanie przygotowujące do Bierzmowania. Młodzież przynosi metryki chrztu.(Bierzmowanie odbędzie się 25 kwietnia 2016 r. w poniedziałek o g. 18 oo)

Sobota 11 oo – zbiórka ministrantów.

Niedziela g. 19 oo – spotkanie rodziców młodzieży przygotowującej się do sakramentu bierzmowania.

Przy wyjściu z kościoła można nabyć prasę katolicką: Niedziela, Gość niedzielny, Mały Gość Niedzielny, Losservatore Romano.