Elżbieta Wiater

Święty Paweł o relacjach rodzinnych

Czas Serca

f

O relacjach w rodzinie pisze w Biblii najwięcej św. Paweł, co dowodzi, że także celibatariusz ma coś do powiedzenia na temat wychowania. Przyjrzyjmy się, jakie rady daje apostoł.

Dwie tablice

Wprost na ten temat pisze w Liście do Efezjan (zob. Ef 5,21–6,9) i Liście do Kolosan (zob. Kol 3,18–4,1). Właśnie ze względu na swoją treść teksty te są nazywane tablicami domowymi. Nie różnią się znacznie od siebie, jeśli chodzi o pouczenia związane z wzajemnym odniesieniem dzieci i rodziców. Pierwsze mają być posłuszne oraz szanować matkę i ojca, ci ostatni zaś mają „nie pobudzać do gniewu” potomków (Ef 5,4) czy też nie rozdrażniać ich (Kol 3,21). Warto spojrzeć w szerszy kontekst, by zrozumieć, co apostoł chce przekazać, pisząc zarówno o posłuszeństwie, jak i unikaniu rozdrażniania.

Posłuszeństwo

W obu listach autor odnosi posłuszeństwo dzieci wobec rodziców do Pana. Wydobywa to z pamięci słowa Jezusa: „Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swojego ojca i matki, (…) a nadto siebie samego, nie jest Mnie godzien” (Łk 14,26). Czyżby zachodziła tu sprzeczność? Paweł nie przeczy swemu nauczycielowi. Zakłada, że pisząc do chrześcijan, na pierwszym planie stawiają oni w swojej rodzinie wartości wypływające z Ewangelii. To zaś oznacza, że rodzice nie szukają w dzieciach oraz ich wychowaniu potwierdzenia samych siebie, ale najważniejsze jest dla nich szukanie i wypełnianie woli Boga. W takiej sytuacji potomkowie nie powinni mieć ojca i matki w nienawiści, to znaczy działać wbrew ich woli i radom. To pewien ideał, do którego trzeba dążyć, choć trudno go osiągnąć.

Niektórym się udało. Przykładem może być rodzina o. Piotra Rostworowskiego, tynieckiego benedyktyna, a potem kameduły, człowieka, który był wielkim autorytetem dla św. Jana Pawła II. Mnich wspomina swój dom w ten sposób: „Rodzina była wierząca i zjednoczona. Dyscyplina życia rodzinnego była oparta na miłości, wzajemnym szacunku i zaufaniu. (…) Nie pamiętam, bym był świadkiem jakiejś kłótni czy nawet ostrzejszego słowa między rodzicami. Zresztą prosili nas, żebyśmy im zwrócili uwagę, jeżelibyśmy kiedykolwiek coś niewłaściwego spostrzegli”. Szczególnie to ostatnie zdanie pokazuje wyraźnie, że rodzice traktowali swoich dwóch synów i córkę jako towarzyszy we wspólnej drodze do świętości. W tym domu najważniejszy był Chrystus.

Nie drażnić swoich dzieci

Znaczące jest to, że apostoł napomina nie tylko dzieci, ale zwraca się też do ojców. Nie ma tu mowy o matce zapewne z tego powodu, że osobą, która decydowała w domu o wszystkim – od kar po wybór małżonka dla syna lub córki – był mężczyzna. Paweł upomina ojców, by nie doprowadzali dzieci do gniewu, a w Liście do Kolosan dodatkowo poleca, by je napominali i wychowywali w karności, „jak [chce] Pan” (Kol 6,4). Wydaje się to sugerować, że apostoł daje przyzwolenie, a nawet zachęca do kar cielesnych i tzw. zimnego chowu.

Słowa te nabierają całkiem innej wymowy, kiedy popatrzymy, jak Paweł opisuje idealne stosunki we wspólnocie Kościoła, a przecież rodzina jest w jego zamyśle właśnie takim małym Kościołem. Zresztą nie bez powodu opisując idealnego kandydata na biskupa (a więc głowę lokalnej wspólnoty), stawia pytanie: „Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?” (1 Tm 3,5).

Spójrzmy zatem na to, jakie mają być idealne relacje we wspólnocie. Słowem, które najczęściej pojawia się w ich opisach, jest „cierpliwość” – w nauczaniu, napominaniu, kontaktach ze słabszymi w wierze. Drugim, które często powraca, jest „miłosierdzie”, rozumiane przede wszystkim jako gotowość przebaczenia. Praktykując tę cnotę, chrześcijanin upodabnia się do Boga, od którego bierze imię wszelkie ojcostwo na ziemi (Ef 3,15). Trzecim słowem, które spotkamy w tych wskazaniach, najczęściej w listach skierowanych do Tymoteusza i Tytusa, jest „trzeźwość sądu”. Autorytet ojca nie wypływa z samego faktu spłodzenia dziecka i jego utrzymywania. Jego korzenie powinny sięgać głębiej, mianowicie do relacji ojca czy – szerzej – rodzica z Bogiem, skąd płynie roztropność i poznanie.

Jakość tej relacji widać najwyraźniej właśnie w stosunku do słabszych, czy to z powodu zależności, czy w wierze. Jednym z najpiękniejszych tekstów na ten temat jest ten z Listu do Rzymian: „My, którzy jesteśmy mocni [w wierze], powinniśmy znosić słabości tych, którzy są słabi, a nie szukać tylko tego, co dla nas dogodne. Niech każdy z nas stara się o to, co dla bliźniego dogodne – dla jego dobra, dla zbudowania” (Rz 15,1–2). Jeśli nie potrafimy kierować się w tej relacji miłością do Boga, zawsze może nas postawić „do pionu” inna uwaga apostoła, tym razem skierowana do panów niewolników, mianowicie, żeby być świadomym, „że w niebie jest Pan zarówno ich, jak wasz, a u Niego nie ma względu na osoby” (Ef 6,9).

Równi w godności i dani sobie nawzajem

Powróćmy jeszcze na chwilę do obrazu biskupa, jako pełniącego w Kościele analogiczną rolę, jak ojciec w rodzinie. Święty Augustyn stwierdził: „Dla was jestem biskupem, z wami chrześcijaninem”. W byciu rodzicem trzeba umieć przyjąć napięcie pomiędzy życiem jako rodziciel dla dzieci, a więc ktoś, kto ma nad nimi władzę i wobec nich konkretne zobowiązania, a byciem wspólnie z nimi jako chrześcijanin. Dzieci są w godności równe rodzicom i choć zobowiązane wobec nich do posłuszeństwa, to Boże wezwania i prawo są ważniejsze od woli, rad, a nawet uczuć ojca i matki. To trudna prawda, ale prowadzi do pełni życia zarówno dzieci, jak i rodziców.


Jakub Kruczek OP Modlitwa, która przemienia świat

Liturgia.pl

f

Dlaczego Jan Paweł II wszystkim swoim gościom dawał do ręki różaniec? Czy to tylko kurtuazja i grzeczność? A może chciał każdego zaprosić do modlitwy. Do modlitwy szczególnej podejmowanej razem z Maryją, Matką Jezusa.

A czym my się kierujemy, kiedy z miejsc pielgrzymkowych przywozimy różańce dla naszych bliskich. Czy traktujemy je jak amulet? Mam nadzieję, że nie. Różaniec tworzy jakąś niezwykłą, niewidzialną wspólnotę modlitewną. W tej wspólnocie modlimy się razem z Maryją i o tyle można nazywać różaniec modlitwą „maryjną”. Trzeba jednak pamiętać, że „prawdziwa maryjność” nie polega na tym, że zatrzymujemy się na Matce Jezusa, Ona zawsze prowadzi nas do Syna.

Modlitwa nie jest celem naszego życia, tym celem jest zjednoczenie z Bogiem, modlitwę możemy nazwać drogą, która do spotkania i zjednoczenia z Bogiem prowadzi. Droga bywa czasami nużąca, trudna, a czasami nawet nudna, nie jeden raz odczuwamy zmęczenie, ale wiemy, że jej kresu czeka na nas Przyjaciel. Modlitwa różańcowa jest taką właśnie drogą.

Różaniec jest modlitwą ustną, powtarzalną. Nieustannie powtarzamy w niej najważniejsze fragmenty Biblii: Pozdrowienie Anielskie, Modlitwę Pańską, Pochwałę Trójcy. Można to robić bezmyślnie, popadając w rutynę, ale można też zatrzymać się nad tymi słowami, będą nas one wtedy na Tajemnicę Boga, który tak bardzo umiłował świat, „że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miała życie wieczne”(J 3,16).

Powtarzając te słowa razem z Maryją, Jej oczyma i sercem patrzymy na Jezusa, poznajemy tajemnice Jego życia. Rozważamy je razem z Matką. Ona pokazuje nam Jezusa od poczęcia aż do chwalebnego uwielbienia. Poznając Jezusa, zapraszamy Go do naszego życia i chcemy naśladować. Każda prawdziwa modlitwa pomaga nie tylko poznać Boga, ale prowadzi do przemiany serca. Człowiek, który modli się prawdziwie i dobrze staje się lepszy. Modlitwa przemienia świat – dlatego, że najpierw przemienia nas.

Różaniec jest także modlitwą wstawienniczą. Najpierw my sami prosimy Maryję, aby była z nami i modliła się za nas w dwóch najważniejszych godzinach życia: „teraz” i „w godzinie naszej śmierci”. Możemy także razem z Maryją modlić się za innych. W Kościele różaniec stawał się bardzo często modlitwą wstawienniczą, podejmowaną w trudnych chwilach. Jan Paweł II zachęcał nas, abyśmy biorąc różaniec do ręki, modlili się przede wszystkim o pokój i w intencji rodzin.

Modlitwa różańcowa jest równocześnie prosta i trudna. Jest modlitwą całego człowieka, angażuje jego ciało: usta, które wypowiadają słowa i palce przebierające paciorki. Angażuje umysł, który medytuje i rozważa wypowiadane słowa, kontemplując ewangeliczne tajemnice i wreszcie pobudza serce, aby do tych tajemnic i do samego Jezusa przylgnęło.

Jakub Kruczek OP
liturgia.pl | 4 października 2010


„Zapraszamy wykładowców, pracowników wyższych uczelni, duszpasterzy akademickich i duszpasterzy wyższych uczelni oraz wszystkich studiujących w Szczecinie na uroczystą Mszę Świętą inaugurującą nowy rok akademicki. Zostanie ona odprawiona w niedzielę, 13 października br., o godz. 20.00 w Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szczecinie.”

„W dziesiątą rocznicę śmierci śp. Księdza Arcybiskupa Mariana Przykuckiego, pierwszego Metropolity Szczecińsko – Kamieńskiego zapraszamy na Msze Święte, które zostaną odprawione w Bazylice Archikatedralnej w Szczecinie w dniu rocznicy, 16 października, o godz. 18.00 oraz w niedzielę, 20 października, o godz. 12.00 z udziałem delegacji Bractwa Kurkowego ze Skoków – rodzinnej miejscowości śp. Księdza Arcybiskupa.”


„Zapraszamy do udziału w obchodach pierwszej rocznicy Koronacji łaskami słynącego Obrazu Matki Bożej Zwycięskiej Królowej Polski, która odbyła się 13 października 2018 r. w Bazylice św. Jana Chrzciciela w Szczecinie. Obchody rocznicy tej uroczystości, podczas której Matce Bożej zostanie ofiarowana złota róża, odbędą się w sobotę, 12 października br. o godz. 11.00 w Bazylice św. Jana Chrzciciela w Szczecinie. Uroczystej Mszy Świętej przewodniczyć będzie i Słowo Boże wygłosi Ksiądz Arcybiskup Wacław Depo, Metropolita Częstochowski. Szczegółowe informacje dotyczące uroczystości i renowacji Misji świętych znajdują się w gablocie parafialnej.”

„Zapraszamy wykładowców, pracowników wyższych uczelni, duszpasterzy akademickich i duszpasterzy wyższych uczelni oraz wszystkich studiujących w Szczecinie na uroczystą Mszę Świętą inaugurującą nowy rok akademicki. Zostanie ona odprawiona w niedzielę, 13 października br., o godz. 20.00 w Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa w Szczecinie.”

W sobotę, 12 października br., o godz. 14.00 przy Grobie Dzieci Utraconych na Cmentarzu Zachodnim przy ul. Bronowickiej 24-28 w Szczecinie odbędzie się pogrzeb Dzieci Utraconych, których ciała zostały przekazane do zbiorowego pochówku. Do wzięcia udziału w uroczystościach serdecznie zapraszamy osoby dotknięte żałobą z powodu utraty dzieci przed narodzeniem, rodziców dzieci martwo urodzonych i wszystkich, którym bliski jest temat szacunku wobec najmniejszych naszych braci i sióstr.


Dorota Rożek

Czy mamy dziś kryzys wiary?

Różaniec

fZ ks. prof. dr. hab. Krzysztofem Pawliną rektorem Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie – sekcja św. Jana Chrzciciela, profesorem teologii pastoralnej, autorem wielu publikacji o młodzieży i dla młodzieży oraz książek na temat duszpasterstwa i nowej ewangelizacji, rozmawiała Dorota Rożek

Młodzi na pewnym etapie dorastania odchodzą od Boga, od religii, nie uczestniczą w życiu Kościoła. Ich praktykujący bliscy bardzo to przeżywają, traktują jako swoją porażkę wychowawczą, zarzucają sobie brak zaangażowania, niewystarczającą wiedzę religijną czy nieumiejętność nawiązywania relacji z dziećmi. Firma badawcza Pew Research Center z USA przez ostatnie 8 lat prowadziła badania na temat religijności ludzi przed 40 rokiem życia i po nim. Wzięło w nich udział 108 państw. Wyniki ich ogłoszono w roku 2018. Pierwszy wniosek nie jest zaskakujący: ludzie starsi w Polsce są religijni. Drugi, płynący z tych badań może jednak budzić niepokój. Różnica religijności między młodszym a starszym pokoleniem w Polsce jest największa ze wszystkich przebadanych państw. Jak to możliwe, skoro większość obywateli naszego kraju deklaruje się jako chrześcijanie? Czy patrząc na tłum młodych ludzi podczas spotkań lednickich, można zgodzić się z tezą o ich słabnącej religijności?
 Należy ustalić, o czym rozmawiamy. Jeżeli przez religijność rozumiemy tradycyjną formę przeżywania wiary, możemy odnieść wrażenie, że religia jest w kryzysie. Jeśli jednak przez religijność rozumiemy tęsknotę człowieka za Bogiem, dążenie do Jego znalezienia lub chociażby podjęcie próby odpowiedzi na pytanie, kim jest człowiek, to bałbym się użyć słów o słabnącej religijności. Ona przybiera nowe oblicze. I to jest zjawisko naturalne. A jednak nie podlega dyskusji fakt, że mimo działających wspólnot i dużej frekwencji na wydarzeniach o charakterze religijnym, jako zbiorowość na co dzień zapominamy o modlitwie, o uczestnictwie we Mszy świętej, o czytaniu Słowa Bożego?
 Współczesna religijność nie jest wspólnotowa, lecz raczej indywidualistyczna. Nie celebrujemy jej w tłumie. Ale to samo dotyczy wszystkich sfer współczesnego życia. Jak Ksiądz Rektor postrzega zaangażowanie ludzi młodych w życie Kościoła?
 Sprawa jest dość złożona. Młodość jest okresem budowania swojej tożsamości i widać wyraźnie, że młodzież ma z tym teraz większe problemy. Przestaje nas dziwić widok trzydziesto-, a nawet czterdziestolatków, którzy nadal nie mają pomysłu na swoje życie. Być może młodych ludzi rzadziej widać dzisiaj w Kościele, ale nadal wielu z nich oblega chrześcijańskie portale i chrześcijańskich youtuberów. Ich głód wspólnoty i potrzeba zrozumienia siebie są silne, choć oczywiście nie dotyczy to wszystkich.  Czemu odchodzą od Kościoła, od religii? Czy przykład płynie z pokolenia rodziców, dziadków? Czemu oni nie przeciwdziałają temu zjawisku?
 Odejście od Kościoła nie jest tym samym, co odejście od Boga. Kościół w kilku miejscach zawiódł; Kościołowi zdarza się odpowiadać na pytania, których nikt nie zadaje, i to może zniechęcić nastolatka. Ale nie oznacza to, że przestaje on szukać Boga. Dzisiaj kontakt z młodymi ludźmi jest trudny. Nawet osiemnastolatkowie potrafią przyznać, że nie rozumieją już swoich młodszych o zaledwie trzy czy cztery lata kolegów. Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie otwiera w tym roku Szkołę Duszpasterzy Młodzieży. Zanim zaczniemy mówić do młodych ludzi, chcemy nauczyć się słuchać, rozumieć ich, przeżywać z nimi ich problemy, wspierać w chwilach zagubienia. I nie mieć na wszystko gotowej rady. Ośrodki duszpasterstwa młodzieży są ważnymi ogniskami życia młodego pokolenia. Ich działalność daje mnóstwo okazji do współdziałania: modlitwy, aktywności charytatywnej, pielgrzymowania. A jednak według badań GUS – przy pełnej strukturze wiekowej – najrzadziej deklarują religijność osoby w wieku 25-34 lat, a następna w kolejności jest grupa najmłodsza – 16-24 lata. Kiedy tracimy z oczu młodzież, co jako ich rodzice i dziadkowie robimy nie tak, jak trzeba?
 Zerwała się nić pokoleniowa. Tempo zmian jest na tyle szybkie, że rodzice i dziadkowie mimo dobrych chęci nie są w stanie zainteresować swoich dzieci tą formą wiary, która ich niosła do Boga. Najlepszym ratunkiem będzie wyjście poza dotychczasowe doświadczenia i pozwolenie sobie na odrobinę szaleństwa dla Boga, tak by zaimponować swoim dzieciom. Według informacji, które docierają do nas od nauczycieli, głównie wychowawców, wiemy także, że coraz więcej dzieci i ludzi młodych rezygnuje z udziału w lekcjach religii. Te zmiany są powolne, ale zauważalne bez głębszych analiz. Dlaczego tak się dzieje? Czy społeczeństwo się laicyzuje?
 Najlepszym czasem do przekazywania wiary jest etap przedszkolny. Kiedy dziecko pójdzie do szkoły, do rodziców należy już tylko „połowa jego duszy”. I ten udział będzie nieustannie malał. Autorytetami stają się rówieśnicy, nie zawsze właściwie wychowani, media i nauczyciele, na których wybór rodzice mają coraz mniejszy wpływ. Jeżeli do czternastego roku życia dziecko nie zbuduje silnej relacji z rodzicami i z Bogiem, właściwie nie zbuduje jej już nigdy. Chyba że stanie się coś wyjątkowego. W dokumencie finalnym Spotkania Przedsynodalnego XV Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów Młodzi ludzie, wiara i rozeznanie powołania z roku 2018 czytamy: „Niektórzy odwracają się od rodzinnych tradycji, chcąc być bardziej oryginalnymi niż to, co postrzegają jako «tkwiące w przeszłości» i «przestarzałe». Z drugiej strony, w niektórych częściach świata młodzi szukają swej tożsamości poprzez zakorzenienie w rodzinnych tradycjach oraz dążenie do bycia wiernymi temu, w jaki sposób zostali wychowani”. Czego brakuje w naszym tradycyjnym, polskim wychowaniu A.D. 2019? Czy jesteśmy zbyt zanurzeni w przeszłości, czy też tak bardzo nie rozumiemy swoich dzieci? 
 Młodzież wzrasta w konkretnym otoczeniu, a to otoczenie obraca się dzisiaj przeciwko religii. Niewielu młodych ludzi jest w stanie wytrzymać taką presję. Dochodzą do tego inne elementy, takie jak indywidualne kryzysy i upadki, lenistwo duchowe i przyjmowanie konsumpcyjnego stylu życia.  Rozmawiała Dorota RożekRóżaniec, wrześnień 2019