Potencjał jest, pieniędzy nie ma 

pieniędzy nie ma

Garść przykładów, przytaczam tylko te z ostatniego miesiąca.

W czerwcu zespół studentów krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej wygrał prestiżowy międzynarodowy konkurs organizowany przez NASA, pokonując w nim 59 drużyn z całego świata. Przedstawili na tym konkursie sondę kosmiczną, która sama jest w stanie kontrolować tempo swojego opadania na grunt i określić chwilę rozpoczęcia działania.

Także w czerwcu trzy panie z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego zakończyły opracowywanie nowego sposobu wytwarzania bioplastiku. Będzie można z tego tworzywa produkować biodegradowalne opakowania, których proces rozpadu będzie bardzo szybki i obniży znacznie koszty składowania odpadów. Do tego rozłożą się na wodę i dwutlenek węgla, a więc substancje nieszkodliwe dla środowiska. Tworzywo to może być także wykorzystywane w medycynie, na przykład do produkcji nici, połączeń naczyń krwionośnych i rusztowań, na których będą mogły odbudowywać się kości. Po spełnieniu swojego zadania po prostu się rozłoży wewnątrz organizmu, a produkty jego rozpadu zostaną naturalnie wydalone.

Pod koniec czerwca w Warszawie odbył się prestiżowy konkurs Innovators Under 35 Poland i jego zwyciężczynią została Olga Malinkiewcz z Warszawy, która opracowała laserową technikę druku, dzięki której można tworzyć bardzo cienkie warstwy materiału o zdolności do dużej absorpcji energii słonecznej, a jednocześnie taniego. Jak podają doniesienia, wynalazek ten może zrewolucjonizować energetykę słoneczną. Tu warto dodać, że do konkursu zakwalifikowało się ok. 100 projektów z całego kraju, co samo w sobie już świadczy o potencjale drzemiącym w Polakach.

Potwierdzała go także giełda w Centrum Kopernika w lutym tego roku, na której można było zobaczyć 130 polskich wynalazków, które w 2014 r. zdobyły nagrody na światowych targach innowacji. Wśród ich autorów można było znaleźć nie tylko ludzi z tytułami naukowymi, ale także dziesięciolatka, który wynalazł marsjański łazik, i czternastolatkę, która otrzymała złoty medal w Brukseli za opracowanie metody nieinwazyjnego leczenia organów wewnętrznych za pomocą infradźwięków.

Czytam kolejne doniesienia o pomysłowości oraz potencjale intelektualnym moich rodaków i jestem zwyczajnie dumna. Nasza historia ukształtowała nas tak, że nauczyliśmy się myśleć poza schematami i szukać rozwiązań tam, gdzie inni się dawno poddali. Jednak jednocześnie docierają do mnie głosy, głównie poza mediami, o tym, jak trudno w Polsce być wynalazcą, jak łatwo projekty wpadają do poczekalni, zarządzanej przez kastę urzędników i powoli tam konają. Dlatego wynalazcy sprzedają swoje pomysły za granicę i tym samym my jako kraj tracimy na tym, na czym moglibyśmy zbić fortunę i co jest naszym „dobrem naturalnym”, jak gaz łupkowy, węgiel czy miedź.

I dzieje się tak, mimo że Unia Europejska wspiera innowacyjność, dostrzegając w niej jeden ze swoich głównych potencjałów. Naszym politykom brakuje zaś takiej wyobraźni, za to urzędnicy orzekający o dalszym losie wynalazków nierzadko boją się decydować, co zrobić z innowacją. Często jest też tak – jak widać na przykładzie grafenu – że wojenka o to, kto ma na nim zarobić, powoduje, że nie zarabia nikt w Polsce. I to tylko część smutnej opowieści o polskim dziale (zabijania) innowacyjności.

Uważam, że czas to zmienić. Czas, żebyśmy wreszcie zaczęli korzystać z tego, co mamy, zamiast bezmyślnie patrzeć, jak te dobra wyciekają poza granice. Pora odpowiedzieć sobie na pytanie, co powoduje, że Niemcy, Amerykanie, Finowie potrafią zarabiać na rozwijaniu tego typu potencjału, a my nie. I przede wszystkim – wyciągnąć praktyczne wnioski z tych odpowiedzi.


 

Czy Jezus był zadowolony z życia? / Życie i wiara

 

Wkurzył się na sprzedawców w świątyni, płakał nad grobem Łazarza, kłócił się z faryzeuszami, jeden z uczniów Go zdradził, inny się Go zaparł, pozostali Go opuścili, był biczowany i przybijany do krzyża. Nie dziwi mnie więc pytanie: Czy Jezus był zadowolony z życia?

Gdy narodził się, aniołowie zwiastowali pasterzom radość. Trzej królowie radowali się, gdy ujrzeli gwiazdę. Jan Chrzciciel radował się już w łonie swojej matki Elżbiety. Tłum przyjmował Jezusa z radością. Radowali się uczniowie, gdy widzieli jak na imię Jezusa złe duchy są im posłuszne. Radował się Zacheusz przyjmując Jezusa w swoim domu. Niewiasty biegły z radością, by oznajmić uczniom, że Jezus zmartwychwstał. Radowali się uczniowie widząc Zmartwychwstałego. A kiedy radował się Jezus?

Gdy widział, jak Jego uczniowie korzystają z władzy stąpania „po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika” (por. Łk 10,17-21). Wtedy rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Łk 10,17-21).

Jezus raduje się z prostoty. Zadowolony jest, że Ojciec potwierdził wybór prostych ludzi na uczniów Swojego Syna, że zapisał ich imiona w księdze życia. Byli bez doktoratów, bez kursów publicznego występowania, nie uczyli się w seminarium, nie byli mistrzami dobrych manier. Prości ludzie, których pobożność nie wyrażała się w mnożeniu modlitw i skrupulatnym przestrzeganiu przepisów religijnych lecz w trudnym do pohamowania entuzjazmie – to oni sprawiali Jezusowi radość. Z ich radości był zadowolony.

Gdy zastanawiam się, czy Jezus jest ze mnie zadowolony, przypomina mi się wtedy ten fragment Ewangelii i zadaję sobie pytanie: jak często wracam z pracy rozradowany i tak jak siedemdziesięciu dwóch uczniów wołam z entuzjazmem: Panie, przez wzgląd na Twoje imię, złe myśli ulatują jak przekute baloniki (por. Łk 10,17)?

Swoje zadowolenie wyraża Jezus w dziękczynieniu. „Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał” – woła wskrzeszając Łazarza (por. J 11,41). Bez zadowolenia z życia i wdzięczności względem Boga nie ma zdrowej pobożności. Jestem o tym przekonany. Tylko bezbożni narzekają i są niezadowoleni ze swojego losu – czytamy w liście św. Judy (por. Jud 1,15-16).

Gdy wkurzam się na nieżyczliwego sprzedawcę, gdy płaczę po stracie bliskiej mi osoby, gdy pokłócę się ze współbratem albo czuję się oszukany i samotny, przypominam sobie wtedy Jezusa zadowolonego z prostoty swoich uczniów, biorę jednodniowy urlop i idę na cmentarz czyścić zaniedbane groby.

Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał, że pokrzepiłeś mnie na duchu, dziękuje Ci za entuzjazm i prostotę, które mnie czasem nawiedzają. Mam nadzieję, że Twój Syn jest ze mnie zadowolony. Przynajmniej dzisiaj.


Represje i usuwanie symboli religijnych

Noszenie symboli religijnych stanowi konstytutywny element wiary. Postronni obserwatorzy mogą to odbierać jako próba nawracania lub po prostu kwestie nieprzyjemne/niezrozumiałe dla kogoś, kto tych symboli nie uznaje.. Wolność religijna obejmuje noszenie symboli religijnych w szkołach lub miejscach pracy jako wyraz tożsamości, o ile nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i porządku publicznego, jednocześnie apelując o poszanowanie długotrwałej tradycji, przy jednoczesnych względach historyczno-kulturowych, jakie towarzyszą obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej. – Chrześcijański symbol krzyża to coś znacznie więcej niż symbol religijny, ilustruje historyczne korzenie, a jego usunięcie nie może nigdy pozostać neutralnym działaniem.

Oczywiście, nie mogło w tym miejscu zabraknąć wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który w listopadzie 2009 roku orzekł, że obecność krzyży we włoskich szkołach to ograniczanie wolności religijnej uczniów innych wyznań. Jeśli chodzi o inne przykłady, raport podaje sytuację z lutego 2010 roku, kiedy w szpitalu w Bad Soden w Niemczech na oczach pacjentów usunięto ze ścian oddziału chirurgicznego dwanaście krzyży i wyrzucono je do kosza. W styczniu 2009 roku w Grecji prawosławny duchowny został zawieszony w sprawowaniu swoich obowiązków na 70 dni z powodu uskarżających się na zbyt głośne bicie kościelnych dzwonów mieszkańców. Z kolei w styczniu 2008 roku pracownica British Airways została zwolniona w pracy za noszenie łańcuszka z krzyżykiem. Trybunał zakaz podtrzymał – jedynie w odniesieniu do symboli chrześcijańskich.

Kolejnym omawianym przez autorów raportu aspektem jest marginalizowanie idei chrześcijańskiej w myśl niepisanej, ale za to kierującej się zbiorem bezlitosnych reguł, zasady „poprawności politycznej”. Sprowadza się to do „dyktatury opinii”, w której pewne stanowiska są postrzegano jako „skandaliczne” i „niemożliwe”. Chrześcijan stawia to w trudnej sytuacji, kiedy ich poglądy, nieodłącznie związane ze sferą wiary, a zwłaszcza te dotyczące obszarów moralności, nie są „politycznie poprawne”. Dlatego w ramach wolności religijnej i wolności słowa należy ich bronić. Marginalizacja nie ogranicza się tylko do idei, ale także osób je wyznających – dość wspomnieć o włoskim filozofie Rocco Buttiglione.

Ostanią, opisywaną w raporcie, formą dyskryminacji jest najcięższy jej przejaw, przez autorów nazwany wprost „Przestępstwa z nienawiści wobec chrześcijan”. OBWE zgromadziło dane na temat takich przypadków, by dowieść, że nienawiść i wrogość wobec chrześcijan są palącym problemem społecznym.

Na końcu autorzy raportu podają kilka możliwych rozwiazań, jakie należałoby zastosować, by powstrzmać falę prześladowań w Europie. Ich zdaniem w pierwszej kolejności należy zacząć od podejmowania odpowiednich kroków prawnych, inicjatyw legislacyjnych chroniących wolność religijną, ale także wywierania swoistego rodzaju presji na reprezentujących nas polityków. Takie działania muszą być podejmowane nie tylko przez UE jako organizację, ale i w poszczególnych państwach członkowskich, które odgrywają uprzednią rolę w zapewnieniu podstawowych praw swoim obywatelom. OBWE podkreśla również, że istotnym czynnikiem jest już samo zwrócenie uwagi na dyskryminowanych w Europie chrześcijan, podnoszenie świadomości istnienia tego problemu wśród Europejczyków. Wymaga to zbierania danych, prowadzenia dokumentacji, ale także szerokiej współpracy pomiędzy Kościołami.

Akt wandalizmu, do jakiego doszło w austriackiej świątyni w Leoben. Drugiego września kobieta zniszczyła obrazy, krzyże i świeczniki w miejscowej świątyni. Na ołtarzu napisała słowa „Śmierć kapłanom”. Sprawczyni zidentyfikowana tuż po zdarzeniu twierdziła, że „słyszała głosy, które kazały jej to zrobić”.

W sierpniu w Austrii w miejscowości Krems zniszczono stację Drogi Krzyżowej przedstawiającą Ukrzyżowanie Pana Jezusa. Uszkodzony pomnik ważący ponad 200 kg znajdował się na terenie kościoła w Piaristen. Szkoda oszacowana została na 5 tysięcy euro. Podobny akt wandalizmu miał już miejsce 9 lat temu, gdy nieznani sprawcy uszkodzili rzeźbę przedstawiającą Skazanie Pana Jezusa na śmierć.

W sierpniu ponownie doszło do wandalizmu w belgijskim kościele św. Piotra w Liege. Tamtejsza świątynia jest niszczona regularnie od wielu lat. Tym razem wandale wybili dziesięć okien i zniszczyli świece. Proboszcz ujawnił, że w kościele często odnajduje… ekskrementy. Nawet przy ołtarzu.

We Francji w znanym domu pielgrzymkowym Benite-Fontaine w La Roche-sur-Foron w nocy z 16 na 17 sierpnia bieżącego roku skradziono konsekrowane Hostie. Również w sierpniu jedna z największych sieci hotelowych w Wielkiej Brytanii – Travelodge – postanowiła usunąć Biblie z pokoi. Decyzję tłumaczono „szacunkiem” wobec wyznawców religii niechrześcijańskich, poszanowaniem zasad „różnorodności” i „wielokulturowości”.

W sierpniu głównie w Niemczech dochodziło do brutalnych napaści muzułmanów na chrześcijan. Do takich ataków doszło w ośrodkach dla azylantów. W Berlinie około 100 Czeczenów pobiło chrześcijan z Syrii. Czterech Syryjczyków trafiło do szpitala z poważnymi obrażeniami, ośmiu Czeczenów aresztowano. Osiemdziesięciu policjantom po kilkugodzinnych walkach z trudem udało się opanować sytuację.

Szkolenia z aborcji

Ma to miejsce na przykład w Holandii, gdzie teoretycznie istnieje prawo, które zakazuje zmuszania personelu medycznego do uczestnictwa w nieetycznych procedurach, a mimo to wszyscy ginekolodzy i położnicy muszą przejść odpowiednie szkolenia dotyczące zabijania nienarodzonych. Z kolei w Wielkiej Brytanii sąd nakazał dwóm katolickim położnym uczestniczyć w procedurach aborcyjnych, jeśli chcą zachować stanowiska pracy.

 

Z raportu wynika, że krajem, który nie respektuje żadnych praw wolności sumienia pracowników medycznych i farmaceutów, jest Szwecja.

Z kolei w Irlandii urzędnicy stanu cywilnego mogą być skazani na sześć miesięcy pozbawienia wolności za odmowę przeprowadzenia ceremonii ślubnych dla par jednopłciowych. Równie surowe kary mogą być nałożone na duchownych, którzy odmówią udostępnienia nieruchomości kościelnej na organizację tego typu ceremonii.

Za modlitwę do aresztu

W liczbie aktów wandalizmu dotykających miejsc kultu przoduje Francja. Tamtejszy minister spraw wewnętrznych podawał niedawno, że spośród wszystkich aktów wandalizmu w 2010 r. aż 84 proc. stanowiły sakralne obiekty chrześcijańskie.

We Francji wprowadzono także zakaz negatywnych wypowiedzi na temat homoseksualizmu. Podobny zakaz istnieje w Wielkiej Brytanii. Za krytykę zachowań homoseksualnych – nawet w rozmowie prywatnej – grozi kara grzywny. Skazano w ten sposób ulicznego pastora i obrońców życia.

Podczas, gdy obsceniczne marsze „Gay Pride” są dozwolone, na imprezy organizowane przez chrześcijan władze patrzą podejrzliwie. W Austrii coraz częściej można trafić do aresztu z powodu publicznej modlitwy, milczącego protestu czy doradztwa przed centrum aborcyjnym.

W Wielkiej Brytanii ukarano właścicieli pensjonatu, którzy – by nie gorszyć swoich dzieci – odmówili wynajęcia pokoju parze homoseksualnej. W Holandii zaś instytucje rządowe zrywają współpracę z prywatnymi właścicielami podmiotów gospodarczych, które odmawiają usług pederastom i lesbijkom.

Dwie aborcje w wieku 11 lat

W Niemczech naruszane są przede wszystkim prawa rodzicielskie. Rodzice, chociaż teoretycznie mają prawo do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, nie mogą organizować tzw. domowego nauczania. W Austrii za tzw. homeschooling (nauczanie w domu) państwo może odebrać dzieci. W Szwecji z kolei obowiązkowa jest permisywna edukacja seksualna. Władze nie uznają także praw rodziców do decydowania w kwestiach takich jak aborcja dokonywana przez nieletnie dzieci. Znany jest przypadek 11-letniej dziewczyny, która przeszła już dwie aborcji bez zgody rodziców!

 

Przypadków naruszeń praw chrześcijan jest wiele. Szefowa Obserwatorium proponuje, by rządy poszczególnych krajów z większą uwagą traktowały fenomen planowej nietolerancji wobec chrześcijan i rozsądnie temu przeciwdziałały np. uznając tę kwestię za jeden z priorytetów polityki zagranicznej.

 


opracował Ks. Darek Kiljan

Prześladowanie chrześcijan

Tylko w ciągu kilku dni rozpoczętego roku Ośrodek Dokumentacji Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan w Wiedniu zarejestrował 12 takich przypadków. Miały one miejsce we Francji, Wielkiej Brytanii, w Szwajcarii, Belgii, Hiszpanii, Szwecji i w Niemczech.

We Francji z premedytacją uszkodzono trzy kościoły. Ofiarą wandali stały się świątynie w Gensac w południowej Francji oraz w departamencie Haute-Saône, natomiast w Aibre w zachodniej Francji podpalono wiejski kościół. W hiszpańskiej Maladze na murach czterech kościołów katolickich wymalowano hasła proaborcyjne i zniszczono urządzenia kościelne. W Belgii zniszczono żłóbek wystawiony przed jednym z kościołów na czas Bożego Narodzenia, a w bawarskim Neumarkt nieznani sprawcy sprofanowali cmentarz. Powyrywali z grobów drewniane krzyże i wbili je odwrotnie w ziemię.
W Perth w Szkocji został zatrzymany uliczny kaznodzieja Tony Milano z USA. Powodem zatrzymania był fakt, że Milano głosił, iż według Biblii czynny homoseksualizm jest grzechem. Natomiast w Bazylei (Szwajcaria) w każdą sobotę muzułmanie rozdawali publikacje Centralnego Biura Islamskiego w Szwajcarii, a jeden z tekstów wzywał pośrednio do zabijania Żydów i chrześcijan. W Eksjoe na południu Szwecji nie przyjęto do pracy akuszerki, ponieważ zastrzegła, że nie będzie uczestniczyła w zabiegach aborcji.

Pierwsze skojarzenie, jakie przywołuje na myśl słowo “prześladowanie”, to przemoc: fizyczna, psychiczna, tortury… Jednak sytuacja chrześcijan w Europie XXI wieku dowodzi, że prześladowanie to nie tylko rozlew krwi…

Nie liczba wyznawców, a „moc wiary”

Autorzy publikacji stawiają czoła powszechnej opinii, że chrześcijanie w Europie nie mogą być dyskryminowani, bo nadal stanowią większość wśród wyznawców różnych religii na tym kontynencie. – To błąd! Afrykańczycy wcale nie stanowili mniejszości, kiedy cierpieli z powodu apartheidu – przypominają autorzy. Argument, jakoby chrześcijanie stanowili większość, nie ma żadnego znaczenia, ponieważ tu wcale nie chodzi o ich liczbę, a raczej o „moc wiary”. A dziś chrześcijaństwo przechodzi swoistą transformację, kiedy jego „wyznawcy” ograniczają się do przyjęcia chrztu. Jednak tacy ludzie nie doświadczają nietolerancji czy dyskryminowania.

Dlatego jako chrześcijanie nie możemy milczeć. Musimy mówić o tych wszystkich sytuacjach, w których nasi bliźni są szykowani ze względu na wyznawane przez nich poglądy religijne. Stąd tak szeroka publikacja, opisująca dość szczegółowo sytuację chrześcijan w krajach europejskich.

Przejaw prywatnego ekscentryzmu

– Religia jest traktowana jako prawnie dopuszczalna prywatna ekscentryczność, możliwa za zamkniętymi drzwiami, raz w tygodniu, ale w żaden sposób nie można jej dawać wyrazu w pracy czy w życiu publicznym – mówił 6 października abp Peter Smith z Wielkiej Brytanii.

– To, co dzieje się w Europie Zachodniej, to nie prześladowania, ale marginalizowanie wiary, którą stara się przedstawiać tylko jako kwestię osobistego sumienia – dodaje Lord Carey, były Arcybiskup Canterbury. Przyczynę tego zjawiska widzi w błędnie rozumianej politycznej poprawności. Ostrzega też przed agresywnie prowadzoną przez ateistów kampanią na rzecz wyrugowania chrześcijaństwa ze sfery publicznej.

– W brytyjskim społeczeństwie istnieje ryzyko, że ludzie zaczynają postrzegać wiarę jako rodzaj osobistego ekscentryzmu. Mam nadzieję i wierzę, że historie ludzi, którym odebrano prawo wyrażania swojego chrześcijaństwa, są wyjątkami, lub nastąpiły w wyniku absurdalnych, indywidualnych decyzji. Moim zdaniem ludzie powinni być dumni ze swojej wiary i mieć możliwość wyrażania jej, jeśli chcą – to z kolei wypowiedź byłego brytyjskiego premiera, Tony’ego Blaira. Jego zdaniem prawdziwym testem na religijność w obliczu sekularyzmu jest odwaga przyznania się publicznie do swojej wiary.

– Bardzo często słyszmy o antysemityzmie albo islamofobii, ale bardzo mało mówi się o chrystianofobii, która szczególnie zyskuje na sile w wielu krajach europejskich – zauważył przedstawiciel Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, prawosławny metropolita Alfeev Hilarion. Wśród przejawów tej chrystianofobii hierarcha wymienia próby usuwania symboli religijnych z przestrzeni publicznej, oczernianie chrześcijaństwa, nieuznawanie dziedzictwa, jakie chrześcijaństwo wniosło do tradycji Europy, prześladowanie ludzi, którzy otwarcie postępują według chrześcijańskich norm…

 

Dyskryminacja dzisiaj…

Antydyskryminacyjne ustawy nie pozwalają na równe korzystanie z wolności. W odniesieniu do chrześcijan w Europie dotyczy to wolności słowa, wolności sumienia i wolności religii. Raport zwraca także uwagę, że niekiedy mamy do czynienia ze zbyt szerokim interpretowaniem tych praw, które w konsekwencji, paradoksalnie, prowadzą właśnie do dyskryminowania chrześcijan. Podobnie przepisy dotyczące tzw. „mowy nienawiści” są wymierzone w chrześcijan, wypaczając elementy nauki chrześcijańskiej.

Wolność sumienia

Wolność sumienia pozwala wierzącym żyć zgodnie z wyznawaną wiarą, która nadaje temu życiu sens. Ograniczenie lub odmowa prawa do indywidualnej wolności sumienia, nawet na podstawie innych praw, dewaluuje jego znaczenie i narusza osobistą autonomię jako główny warunek ludzkiej godności – podkreślają autorzy raportu.

Jako przykład podają kilka legislacyjnych prób ograniczenia wolności sumienia, np. złożony przez Christine McCafferty projekt ograniczenia sprzeciwu sumienia w zakresie aborcji. Uwzględniają także przypadki chrześcjan, którzy z tego powodu ucierpieli. W listopadzie 2008 roku hiszpański sędzia Fernando Calamita został ukarany 18-letnim zakazem wykonywania swojego zawodu, ponieważ powołując się na klauzulę sumienia, opóźnił adopcję dziewczynki przez homoseksualną partnerkę jej matki.

Wolność słowa

– Nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale będę bronił do śmierci twojego prawa do mówienia tego – twierdził Voltaire, na którego powołują się autorzy raportu OBWE. Wolność słowa jest jednym z podstawowych praw społeczeństwa demokratycznego – przypominają. Prawo to odnosi się również do publicznego potwierdzania swojej wiary.

Zwalczanie tzw. mowy nienawiści, którą rzekomo posługują się chrześcijanie, często stoi w sprzeczności z podstawowym prawem do wolności wypowiedzi. W tym miejscu raport wymienia przypadki osób (polityków, przywódców Kościoła, czy po prostu zwykłych ludzi), którzy ponieśli srogą, zazwyczaj pieniężna karę, za tzw. mowę nienawiści. Christian Vanneste, członek francuskiego parlamentu, został ukarany za „homofobiczne obelgi”. W 2005 roku był pierwszym obywatelem Francji ukaranym za wyrażenie poglądów określonych jako homofobiczne – powiedział, że homoseksualizm w pewnych przypadkach stanowi zagrożenie dla ludzkości. Z kolei w marcu 2009 roku liberalny uczony z Harwardu został publicznie ostro zaatakowany za to, że zgodził się z papieżem, mówiąc, iż dystrybucja prezerwatyw nie zapobiegnie rozprzestrzenianiu się HIV/AIDS. W lipcu 2010 roku hiszpański rząd ukarał karą grzywny 100 tys. euro chrześcijańską sieć telewizyjną za wyemitowanie serii reklam promujących rodzinę i przeciwstawiających się homoseksualnemu stylowi życia. W lutym 2010 roku w Wielkiej Brytanii aresztowano ulicznego kaznodzieję za komentarze na temat aktywności homoseksualnej. Inny uliczny kaznodzieja, Dale McAlpine, został aresztowany po tym, jak stwierdził, że homoseksualizm jest grzechem.

 

Zbiorowy wymiar wolności religijnej

Zakłada on poszanowanie władz publicznych dla instytucji religijnych oraz poszanowanie autonomii Kościoła. Ma to zapewnić optymalne warunki w realizowaniu swojego powołania, zgodnie z przekonaniami religijnymi. Zwiększenie uwagi na zbiorowy wymiar wolności religijnej doprowadził do nadmiernej presji i ingerencji w sprawy wewnętrzne Kościoła.

W marcu 2010 roku wiedeński adwokat, Georg Zanger, powołując się na 278 artykuł austriackiego kodeksu karnego, chciał pozwać wiodących członków Kościoła katolickiego o przynależność do organizacji przestępczej. W kwietniu 2009 roku belgijska Izba i Senat przyjęły dwie rezolucje, które oficjalnie potępiły papieską wypowiedź, że rozprowadzanie prezerwatyw nie powstrzyma epidemii HIV/AIDS. „To zbrodnia przeciw ludzkości” – stwierdzili belgijscy politycy. W październiku 2009 roku Katolicki Uniwersytet w Mediolanie nie przedłużył jednemu ze swoich wykładowców, prof. L. L. Vellauriemu, umowy o pracę, ponieważ głosił on, że „ewangelia to jedna z najbardziej przerażających wiadomości w historii ludzkości”, a „Jezus był na wskroś złym człowiekiem”. Trybunał orzekł, że uczelnia naruszyła jego wolność wyrażania opinii.

Problem zatrudnienia

Określona przynależność religijna nie powinna być przyczyną dyskryminacji w obszarze zatrudnienia. Niektóre przepisy mają jednak pośredni lub bezpośredni wpływ na zatrudnienie chrześcijan, na przykład tam, gdzie ograniczona jest możliwość sprzeciwu ze względu na osobisty osąd sumienia – czytamy w raporcie.

W styczniu 2009 roku brytyjski pracownik społeczny został zawieszony w wykonywaniu swoich obowiązków po tym, jak zachęcał bezdomną kobietę z nieuleczalnym schorzeniem, by zwróciła się o pomoc do Boga. Raport wymienia także przypadek polskiej minister Elżbiety Radziszewskiej, którą spotkały represje za wypowiedź na temat praw szkół w zakresie odmowy zatrudnienia homoseksulanego nauczyciela.

 

Edukacja i prawa rodziców

Z dyskryminacją w tym zakresie mamy do czynienia, kiedy rodzicom odmawia się wolności do wychowania dzieci zgodnie z ich poglądami filozoficznymi i przekonaniami religijnymi – tłumaczą autorzy raportu. Odbywa się to przy pośredniej lub bezpośredniej ingerencji władz publicznych i uderza szczególnie w szkoły wyznaniowe i nauczanie religii w szkołach publicznych.

Od lutego 2010 roku brytyjskie szkoły, zarówno świeckie jak i religijne, są zobligowane do udzielania swoim uczniom informacji na temat relacji homoseksualnych, a także skutecznej aborcji i antykoncepcji. W konsekwencji zobowiązuje to katolickie i anglikańskie szkoły do promowania aborcji, antykoncepcji i homoseksualizmu jako „normalnych” i „nieszkodliwych”. Marginalizowane i spychane do sfery sprawy prywatnej. Dokonuje się to na kilku płaszczyznach, jedną z nich jest szerzenie fałszywych negatywnych stereotypów na temat wiary. W dużej mierze opiera się to na upraszczaniu, co prowadzi do rozpowszechniania wypaczonych obrazów wspólnot chrześcijańskich, renomowanych instytucji religijnych a także indywidualnych osób. Dużą i niechlubną rolę na tym polu odgrywają posługujące się m.in. nieodpowiednią selekcją informacji media, jako najpotężniejsze narzędzie opiniotwórcze.

Kolejną wymienioną w raporcie płaszczyzną jest marginalizacja przez zniesławianie i zniewagę. Uogólniając, są to obraźliwe wypowiedzi na temat chrześcijaństwa jako całości i poszczególnych chrześcijan, które szkodzą nie tylko im bezpośrednio, ale powodują społeczną wrogość wobec nich. Według przytoczonych przez raport przykładów, najczęściej sprowadza się to do oskarżania wierzących i członków Kościoła o homofobię w różnych jej przejawach. Jest to także szkalowanie Kościoła kierując pod jego adresem absurdalne zarzuty, jak np. ten, który padł w styczniu 2010 roku w jednym z popularnych węgierskich talk show: „życie dziecka może być zniszczone tylko przez dwie rzeczy: chrześcijaństwo i pornografię”.

Następną wspomnianą w raporcie płaszczyzną są antychrześcijańskie „dzieła sztuki”. – Sztuka stała się placem zabaw dla antychrześcijańskiej aktywności. Niektóre najbardziej bluźniercze i profanatorskie akty można bez problemu znaleźć w galeriach czy wystawach.. Dzieła, które sprowadzają się jedynie do wyśmiewania z wiary, nie powinny być promowane.

W lipcu 2010 roku portugalska edycja „Playboya”, rzekomo w hołdzie pisarzowi J. Saramago, zamieściła na okładce zdjęcia modela ustylizowanego na Jezusa w otoczeniu półnagich kobiet. W styczniu 2010 roku we Włoszech pojawiła się wystawa z obrazem ukazującym Madonnę, która w ramionach zamiast Dzieciątka Jezus trzyma Adolfa Hitlera. 15 sierpnia 2009 roku, w najważniejsze święto maryjne, do Polski przyjechała z koncertem Madonna, która słynie ze swoich antychrześcijańskich wystąpień i wypowiedzi. Kiedyś miała powiedzieć, że dla chrześcijan, tak jak dla dwóch królowych w jednym kraju, nie ma miejsca.

cdn….


Każdą parafię można odbudować

Nawet jeśli parafia jest w opłakanym stanie, kościół świeci pustkami, proboszcz jest beznadziejny, a biskup jeszcze gorszy, to zawsze jest nadzieja na zmianę. Poznajcie ludzi, którzy napełnili pusty kościół i ożywili umierającą wspólnotę. Jak to zrobili?

Ks. Michael White jest proboszczem parafii pw. Narodzenia Pańskiego w Timonium (Maryland w USA). Brian Crook  jest jego świeckim współpracownikiem. Obaj  przebywali w ostatnich dniach w Polsce. Przyjechali na zaproszenie Zespołu Konferencji Episkopatu Polski do spraw Nowej Ewangelizacji, by dzielić się doświadczeniem ożywienia i wzrostu swojej parafii.

A jest się czym dzielić. To dzięki realizacji ich pomysłów – oraz Thomasa Corcorana, który razem z  ks. Michaelem są autorami książki „Odbudowana. Czyli jak przebudzić wiernych, dotrzeć do zagubionych i nadać kościołowi znaczenie”-  liczba praktykujących wiernych w parafii Narodzenia Pańskiego w tygodniu wzrosła niemal trzykrotnie z 1400 do 4000. Ale to nie wszystko.  Zwiększyło się też zaangażowanie wiernych w życie Kościoła.

Kiedy zaczęli pracę i zobaczyli, że sytuacja nie jest najlepsza, postanowili, że zrobią wszystko, żeby ten stan rzeczy zmienić. Jak się do tego zabrali? Najpierw podjęli decyzję, że będą podglądać najlepszych, czyli ruszą w podróż po kraju i odwiedzą najbardziej żywe i rozwijające się wspólnoty. Taki trop zaprowadził ich do wspólnot protestanckich. Tam zobaczyli, że rzeczy z pozoru małe – uśmiech, serdeczność i otwartość pastorów w kontaktach z wiernymi, zadbanie o detale w trakcie niedzielnych nabożeństw – mogą mieć kolosalne znaczenie. Również u protestantów zobaczyli, jak może wyglądać partnerska współpraca duchownych ze świeckimi.

To była ważna lekcja, która przypomina o tym, że działania Ducha Świętego nie da się ograniczyć, a my katolicy potrzebujemy nieustannie uczyć się pokory i być otwarci na wiele dobrych rzeczy, jakich możemy nauczyć się od innych wspólnot chrześcijańskich.

Idźmy dalej. Ks. Michael i Brian na spotkaniu w Krakowie powiedzieli, że ich sukces był oparty na trzech zasadniczych zmianach. Oto one:

1) Przestajemy koncentrować się na ludziach, którzy już chodzą do kościoła i zdecydowanie więcej uwagi poświęcamy tym, którzy z różnych powodów do kościoła nie chodzą. Nie znaczy to, że „olewamy” tych, którzy już siedzą w parafialnych ławkach. Chodzi przede wszystkim o zmianę myślenia, przesunięcie akcentów i nieustanne zastanawianie się, co zrobić, żeby zaintrygować, zaciekawić i przyciągnąć ludzi, którzy z wielu różnych powodów przestali chodzić do kościoła albo nigdy nie usłyszeli Dobrej Nowiny i w kościele nigdy nie byli.

2) Naszym parafianom (tym, którzy uczestniczą regularnie w niedzielnych mszach) stawiamy nieustanne wyzwania. Jakie? Przede wszystkim kierujemy ich uwagę na ludzi z terenu parafii, którzy nie chodzą do kościoła. Niech się zastanowią, dlaczego tak jest, spróbują ich poznać, zrozumieć ich problemy, dowiedzieć się, skąd się bierze ich niechęć do Kościoła. A potem niech wezmą za nich współodpowiedzialność, próbując odpowiedzieć na ich problemy, pytania i potrzeby z delikatnością, prawdziwą troską i miłością.

3) Odcinamy wszystkie „atrakcyjne” aktywności, które mają przyciągnąć ludzi do parafii, ale tak naprawdę mają mało wspólnego z wprowadzaniem człowieka w tajemnicę chrześcijaństwa (czyli przeróżne koła dyskusyjne, kluby filmowe, imprezy towarzyskie ze smacznymi kanapeczkami). Całą energię koncentrujemy na przygotowaniu niedzielnego spotkania – pięknej liturgii, muzyki, oprawy Eucharystii. W tym modelu fundamentalnym zadaniem księdza jest jak najlepsze, rzetelne i przemodlone przygotowanie kazania. To wszystko ma jeden cel – kierujemy ludzi na spotkanie z Bogiem (w Słowie i w sakramentach).

Kluczem do sukcesu w takim modelu działania jest zmobilizowanie świeckich i ich zaangażowanie się w życie parafii. Żeby to osiągnąć jest potrzebna cierpliwość. No i ufność w to, że ktoś tam na górze nam pomaga i że to jest tak naprawdę Jego dzieło.

To wszystko brzmi zachęcająco, ale co zrobić, kiedy w naszej parafii nie mamy księdza, który ma zapał i chce intensywnie współpracować ze świeckimi? Co zrobić, kiedy od naszego proboszcza odbijamy się jak od ściany? Ks. Michael White przestrzega, żeby broń Boże nie dawać takim duchownym jego książki i nie mówić im, żeby koniecznie ją przeczytali i wcielili w życie, to co jest w niej napisane. Bardziej skuteczne może być powiedzenie im czegoś takiego: „Księże proboszczu, przeczytałem taką książkę. Wydaje mi się bardzo podejrzana. Czy może ją ksiądz przeczytać i powiedzieć, co sądzi o tych dziwnych ideach?”.  A co jeśli opory we współpracy stawia biskup? „W tym wypadku zadziałać może tylko post i modlitwa” – mówi amerykański duchowny.

Reasumując – coś takiego jak sytuacja beznadziejna w Kościele nie istnieje. Nawet jeśli mieszkasz w parafii, której okres świetności minął jakieś 20 lat temu (albo nigdy go nie było), to nie powód, żeby się załamywać. Przebudzenie zawsze jest możliwe. Najważniejsze pytanie brzmi – co Ty zrobisz, żeby do niego doszło?